www.charis.pl

Amant komiczny : powieść z życia aktorów warszawskich - strona 36
— Jest już na światło!...
Kupujący dosłyszał te słowa, lecz
zajęty dobywaniem portmonetki, ani pomyślał, że one do niego się odnoszą, że są powitaniem nowego widza i obliczaniem przypuszczalnej zeń korzyści.
Zresztą kasyerka zagadała zaraz ten niewczesny wykrzyknik.
— Jaki bilet pan sobie życzy? — rzekła.
— Parter! — odparł zapaleniec, przyzwyczajony już do lepszych nieco miejsc w teatrze, dzięki gratisowym biletom, jakie otrzymywał czasem od głównego bohatera sceny krakowskiej.
— Może pan weźmie krzesło, bo u nas parteru niema... Nie drogie — radziła kasyerka, obrzucając twarz chłopca zalotnem spojrzeniem.
— Proszę! — szepnął, spuszczając oczy.
Do rozpoczęcia widowiska pozostawała jeszcze cała godzina czasu.