Anielka
Prus Bolesław
Anielka - strona 1
" SZKICE I OBRAZKI. "
Anielka - strona 2
" Wydawnictwo Spółki Nakładowej Warszawskiej. SZKICE I OBRAZKI Bolesława Prusa (Aleksandra Głowackiego) Warszawa. Skład Główny w Biurze i Ekspedycyi Spółki Nakładowej. Zielna Nr. 7a. "
Anielka - strona 3
" Bolesław Prus. SZKICE I OBRAZKI Tom trzeci. ANIELKA. Warszawa. Skład Główny w Biurze i Ekspedycyi Spółki Nakładowej. Zielna Nr. 7a. "
Anielka - strona 4
" Staraniem Spółki Nakładowej Warszawskiej wyszły z druku i są do nabycia we wszystkich księgarniach następujące dzieła: Dr. Chmielowski Piotr. Autorki Polskie wieku XIX. Studyum literacko-obyczajowe. Z sześcioma portretami str. 541 [Rs. 2 kop. 50] Herbert Spencer. Zasady Etyki, z 3 wyd...."
Anielka - strona 5
" ANIELKA. "
Anielka - strona 6
" ANIELKA. ODDZIAÅ? I AUTOR DOKONYWA PRZEGLÄ„DU OSÓB, MOCNO WIERZÄ„C, Å»E MU Z TEM BĘDZIE LEPIEJ. Anielka jest piÄ™knÄ… dziewczynkÄ…, a przytem ani ubogÄ…, ani sierotÄ…. Posiada wszelkie warunki szczęścia: ma rodziców, uczonÄ… guwernantkÄ™, wÅ‚asnego psa i — mieszka..."
Anielka - strona 7
" przeroczyste i chÅ‚odne strumienie, w których pÅ‚ywa obfitość maÅ‚ych rybek. Å?any jasnozielonych kÅ‚osów żyta koÅ‚ysze wiatr jak niestrudzona niaÅ„ka, Å›piewajÄ…c półgÅ‚osem: aa... a!... aa... a!... bawiÄ…c ich pÄ…sowemi makówkami i niebieskim habrem. MiÄ™dzy Å‚anami widać Å›cieżkÄ™,..."
Anielka - strona 8
" we dworze po skończonych lekcyach matka z Anielką i Józiem wyjdzie do ogrodu, aby ze wzgórza patrzeć na pola, łąki, strumienie, gościniec i las odległy. Może powiedzą sobie z uczuciem sprawiedliwej dumy: wszystko co stąd wzrok obejmie, ożywia myśl i wola naszego ojca — to nasze!..."
Anielka - strona 9
" już od roku niema, a ekonom wyjechał za własnemi interesami. A gdzie pan tego majątku?... O tym najmniej wiadomo. On bywa gościem w domu, nawet wówczas, gdy jego sąsiedzi całe dni przepędzają w polu. Ostatni raz wyjechał dziesięć dni temu, kończyć interesy. Niedawno sprzedał las..."
Anielka - strona 10
" musi się zobaczyć z krewnym, który wyjeżdża za granicę i udzielić rad przyjacielowi, który się żeni. Dziedzic był człowiekiem lekkiego serca, przynajmniej tak nazywali go rolnicy pedanci. Najważniejszy interes opuściłby on dla rozrywki w towarzystwie ludzi dobrego tonu, a już dla..."
Anielka - strona 11
" Pani Janowa, matka Anielki, za czasów kwitnącej młodości, odznaczała się niepospolitym wdziękiem, słodyczą charakteru i towarzyskiemu zaletami. Umiała ubierać się, przyjmować gości, grać, tańczyć i mówić po francusku, częściej niż rodowitym językiem. Przez kilka lat po..."
Anielka - strona 12
" mu wymówki. Pomimo to dziwiła się, że niema tej służby co niegdyś i wypowiadała życzenia swoje jak za najlepszych czasów. "Kup mi to" — "przywieź owo" — "przyjmij tego"... a gdy mąż woli jej nie spełnił, nie unosiła się gniewiem, ani niepokoiła obawą złej przyszłości...."
Anielka - strona 13
" ście. Przyszła na świat jeszcze w tej epoce, kiedy mama bawiła się. Oddano ją wiec pod dozór nianiek i piastunek, z których żadna nie służyła we dworze dłużej roku. Z jakiego powodu? 0 tem podobno tylko dziedzic wiedział. Że zaś bony, a później guwernantki mało zajmowały..."
Anielka - strona 14
" czem, zdania jej przypominały osobę zupełnie rozwiniętą, nieco sentymentalną, zawsze szlachetną. Nareszcie pewnego dnia zrobiono odkrycie, że Anielka umie bardzo mało, prawie nie, wiec — sprowadzono jej mądrą guwernantkę, pannę Walentynę. Była to osoba w gruncie rzeczy dobra,..."
Anielka - strona 15
" ROZDZIAÅ? II. CZYTELNIK BLIÅ»EJ POZNAJE BOHATERKĘ, JEJ GUWERNANTKĘ, A TAKÅ»E PIESKA — IMIENIEM KARUÅš. Ktokolwiek spożywaÅ‚ papierowe owoce z drzewa wiedzy o zÅ‚em, dobrem i nudnem, ten nie zapomniaÅ‚ chyba cywilizacyjnej czynnoÅ›ci zwanej: wydawaniem lekcyi. Bez wielkiego..."
Anielka - strona 16
" nic, zasłuchani w wartki potok wyrazów, który wypływał nam z okolic przełyku, obracał język, potykał się o zęby i, poruszywszy kolumnę powietrza, tudzież władze umysłowe znudzonego profesora, krystalizował się ostatecznie w "notesie", przybierając tam formę mniej lub więcej..."
Anielka - strona 17
" Machinalnie przestepuje z nóżki na nóżkę i Wadzi oczyma po drzwiach prowadzących do pokoju matki, po suficie lub stole zarzuconym materyałanii i narzędziami oświaty. — "Modena — 30 tysięcy mieszkańców. Dla ochrony od upałów ma okryte chodniki... Reggio, wymawiaj: Redzio... "..."
Anielka - strona 18
" rumieniła się, zawahała, później powtórzyła raz już wypowiedziany frazes: "niedaleko tego miasta"... i kończyła: "... na podwórzu którego cesarz Henryk IV w kornej postaci, przez trzy dni błagał Grzegorza VII, papieża, o zdjęcie klątwy, 1077 roku"... "Carrara".. — Ależ nie..."
Anielka - strona 19
" Potem odchrząknęła i głosem łagodnym mówiła: — C, w języku łacińskim i od niego pochodzących, przed: a, o, u wymawia się jak k. Powtarzałam to nieraz. Wychowanie twoje. Anielciu, jest bardzo zaniedbane; a masz już lat trzynaście.. Musisz wiele pracować, aby doścignąć inne..."
Anielka - strona 20
" wiatru. Zdawało się, że ją napełniają dreszcze światła — ziejącego z nieskończoności. Panna Walentyna tymczasem oparłszy się na poręczy krzesła, splotła żylaste ręce na piersiach i machinalnie patrzyła w ten punkt swej popielatej garderoby, który wieśniacy nazywają..."
Anielka - strona 21
" i powstawszy z krzesła, wysoka, nieco pochylona, ociężałem krokiem zbliżyła się do komody i wzięła z niej szklankę zimnej kawy, przykrytej spodkiem, na którym roiły się muchy ciekawe i głodne. Anielka w jednej chwili zmieniła się do niepoznania. Figlarny uśmiech odsłonił jej..."
Anielka - strona 22
" na! — rzekła dama uroczyście i na znak najwyższej goryczy przełknęła podwójną dozę kawy, wydając przytem szmer podobny do gulgotania. — Karusek... zbytniku jakiś... kto słyszał, ażeby wskakiwać do pokoju oknem? — zgromiła go Anielka. Ale pies nie miał czasu słuchać..."
Anielka - strona 23
" osłodzone? Czem?... chyba jakiemś cieplejszem uczuciem? W niezbyt żywej wyobraźni panny Walentyny owo "cieplejsze uczucie" wyrobiło sobie pewien symbol, co prawda zmieniający się z biegiem czasu. Niegdyś (gdy wyjechała pierwszy raz na wieś) miał on formę młodego i pięknego..."
Anielka - strona 24
" pukające buciki, widocznie upominając się o należne mu pieszczoty. Skrzypienie szuflady obudziło naueyjcielkę z marzeń. Spojrzała na stół i zawołała: — Co ty robisz, Anielciu? — Składani książki. Czy mogę pójść do mamy? — spytała, zamknąwszy stolik. — Idźmy! —..."
Anielka - strona 25
" szafirowe oczy wyblakłe, włosy ciemne i na twarzy szczupłej, o pięknych rysach, chorobliwe rumieńce. Zdawała się być wklinowana w ogromny fotel, wyłożony miękkiemi poduszkami ciemno - zielonego koloru. Do tej damy przypadła Anielka i poczęła całować jej twarz, szyję, chude i..."
Anielka - strona 26
" — En vérité, czuję się dziś lepiej. Zjadłam po obiedzie kilka łyżeczek ekstraktu słodowego i wypiłam filiżankę mleka. Ce chien fera du dégat partout, wypędź go, moja droga. — Idź Karo! — zawołała Anielka, wypędzając do ogrodu pieska, który obwąchawszy stojące w..."
Anielka - strona 27
" była zdrowsza już po przeczytaniu paru rozdziałów. Cóż dopiero będzie, gdy zacznę to wszystko stosować! Joseph, mon enfant, n' as — tu pas froid? — Non maman! — Czy to jednak będzie dobrze leczyć się bez porady doktora? — zauważyła panna Walentyna. — Może cię wynieść,..."
Anielka - strona 28
" Niesłusznie skompromitowany Karusek uległ wypędzeniu i los swój przyjął z rezygnacyą wyższą nad wszelkie pochwały. Nie przeszkodziło mu to jednak w chwilę później" skowyczyć i drapać we drzwi, a następnie gonić poważnie chodzące koguty. Anielka tymczasem usadowiła lepiej..."
Anielka - strona 29
" menty — opowiadała klucznica, pochylając się i bijąc w piersi przy ostatnich słowach. — Cóż jej to jest? — Tego nie wiem, ale ksiądz dziekan. mówię łasce pani, to taki chodzi jak kreda biały. Do mnie ani pary z gęby nie puścił, tylko ręką machnął. Ale z oczu, mówię..."
Anielka - strona 30
" — Non — odparł chłopczyna. Panna Walentyna i Anielka wyszły, a Kiwalska, usiadłszy na stołeczku, bawiła w dalszym ciągu panią opowiadaniem nowinek. Donośny głos jej, który słychać było z odległości kilkunastu kroków, stopniowo osłabł i w końcu zupełnie przycichnął...."
Anielka - strona 31
" fantastycznie wyrosłemi wierzbami. W zimie wyglądały one jak połamane, upadające, chore pnie; w nocy przybierały postaci widziadeł rozkraczonych, garbatych, bezgłowych, wieloramiennych, które tylko na widok człowieka kamieniały w potwornych ruchach, udając rzeczy martwe. W ciepłych..."
Anielka - strona 32
" nego też Hildebrandem. w rozdziale: Niemcy Wiochy. Propozycya czytania w takiem miejscu oburzyła Anielkę. Chciała westchnąć. lecz powstrzymała się i rzekła ze złośliwa intencyą: — Pani będziesz się w ogrodzie uczyła... po angielsku? — Tak. — Więc i ja będę się uczyła po..."
Anielka - strona 33
" Czy nad nauką potrafiłabyś znaleść jakieś szlachetniejsze zajęcie? — Co jabym chciała robić? — spytała Anielka. — Czy teraz, czy — jak urosnę?... A widząc, że panna Walentyna nie raczy jej objaśnić, mówiła dalej: — Teraz, chciałabym umieć to co pani... Jużbym się..."
Anielka - strona 34
" mądra na swój wiek i dlatego nigdy zapewne nie zapamiętasz jeografi. Anielka zawstydziła się. Czy ona jest rzeczywiście za mądra, czy też panna Walentyna... W lewym kącie ogródu był wzgórek, na nim duży kasztan i ławka kamienna. W tej chwili właśnie weszły tu Anielka z panną..."
Anielka - strona 35
" panią. Ach co oni dokazywali!... jak gonili panierek, który ciągnęłam za nitko po podłodze. Ale pani nie lubi Karuska, ani małych kotków ani... Anielka umilkła, gdyż panna Walentyna wstała nagle z ławki i patrząc na dziewczynkę z góry, poczęła mówić rozdrażniona: — Co tobie..."
Anielka - strona 36
" no... — odparła guwernantka i szybko odeszła ku domowi. Anielka obraziła się i usiadła na ławce pod kasztanem. Przy niej legł Karuś. — Zabawna sobie ta panna Walentyna! — myślała dziewczynka — za wszystko gniewa się. Sama nic nie lubi i niechce, ażeby u nas było dobrze. Coby..."
Anielka - strona 37
" miasteczka. Zdaleka widać było furę otoczoną tumanem kurzu, w którego kłębach iskrzyły się promienie słońca. Bliżej — szło paru ubogich żydków. Jeden niósł jakiś duży przedmiot w szarej płachcie, drugi kiwające się buty na lasce. Jeszcze bliżej, między konarami drzew i..."
Anielka - strona 38
" dnego sąsiada; ale wieśniak ani słuchał podobnych propozycyi Nie było prawie miesiąca, żeby Gajdzie nie zajęto krowy, koni albo świni do dworu. On wówczas chodził ze skargą do gminy, odbierał bydlę na mocy wyroku, albo wykupywał je. Dziedzic mówił, że Gajda płacił pieniędzmi..."
Anielka - strona 39
" wisku młodej dziedziczki, Anielka przez jeden z szerszych otworów wydostała się na gościniec i podeszła do dziewczyny w grubej koszuli. Ubogie dziecko w pierwszej chwili przestraszyło się ładnie ubranej panienki ze dworu. Otworzyło szeroko usta i podniosło się z ziemi, jakby chcąc..."
Anielka - strona 40
" — Karusek do nogi!... To ty zawsze bawisz się z prosiątkiem? — A jużci. Jałośka już urosła, a Kaśka tak roku umaiła... Malu! malu!... I on woli być z mną, bo także nie ma z kim chodzić. Maciorę dziedzic kazali zastrzelić, a drobiazg tatulo sprzedali. Ino ten ostał. — A za..."
Anielka - strona 41
" się szafirowej wstążeczce, którą miała na szyi. Nie namyślając się więc. zdjęła szybko wstążkę i zawiązała ją przy koszuli małej. — Teraz będziesz ubrana tak, jak ja — rzekła. Magda roześmiała się na cały głos, wyobrażając sobie, że już posiada nietylko..."
Anielka - strona 42
" Anielka przestraszona milczała. — Piękny masz dozór... wybornie postępujesz... nie ma co mówić. Biegasz po trakcie i tarzasz się w piasku z jakimś brudnym bachorem i prosięciem!... Proszę iść do domu. Wrócę tam zaraz, a wtedy rozmówimy się. Nie przypuszczałem nigdy, ażebyś..."
Anielka - strona 43
" piersiach. Włożył obie ręce za pazuchę i patrzył, to w stronę powozu, który już znikł, to na ogród, w którym ukryła się Anielka, to na dach i kominy dworu. — Wyrodziła się! — mruknął. Postał jeszcze chwilę, i wrócił do izby. Z bijącem sercem zbliżała się Anielka do..."
Anielka - strona 44
" W otwartem oknie na facyatce ukazała się guwernantka. — Pewnie mnie zawoła — pomyślała Anielka. Ale panna Walentyna nie zawołała jej, tylko oparłszy się łokciami na krawędzi okna patrzyła w ogród. Potem cofnęła się wgłąb pokoju i powróciwszy znowu, począła kruszyć chleb..."
Anielka - strona 45
" Ojciec był roztargniony i zafrasowany. Wszedł prędko do pokoju matki, przywitał się z nią krótko, ucałował ledwie żywą Anielkę i Józia i — zdawał się całkiem nie pamiętać o spotkaniu na gościńcu. — Jakże się miewasz? — spytał żony, nie siadając nawet. — Ja comme..."
Anielka - strona 46
" resy i nigdy ich skończyć nie może. A ja chora, Józio chory, gospodarstwo upada, jacyś nieznani ludzie oglądają majątek, nie wiem po co? O, ja nieszczęśliwa! leż mi wkrótce nie stanie... Joseph mon enfant, veux-tu dormir? — Non — odpowiedział chłopiec na półsenny. Anielka tak..."
Anielka - strona 47
" ziemia naokoło słońca obraca się, ale słońce naokoło ziemi?... — Tak stoi w naszych książkach — odparł Szmul. — Ale, z przeproszeniem, jaśnie pan chyba mnie nie po to tu przywiózł?... — Cha! cha!... masz racyę!... Otóż, przystępując od razu do rzeczy, wystarasz mi się..."
Anielka - strona 48
" My kredyt mamy zawsze, tylko nie mamy ewikcyi i dlatego nikt Dam nie pożyczy. — Cóż, u licha — mówił pan jakby do siebie — przecie wszyscy wiedzą, że lada dzień sprzedam las i wezmę pozostaie dziesięć tysięcy rubli.. — Wszyscy wiedzą, że jaśnie pan już wziął trzy..."
Anielka - strona 49
" — Jaśnie prezesowa już nic nie da... Ona kapitałów nie ruszy, a procenty sama woli tracić. — To po jej śmierci... — Aj!.. jaka ona zdrowa, to strach! Jeszcze sobie niedawno nowe zęby w Paryżu zakupiła... — Ale kiedyś umrze... — A jak, z przeproszeniem, nic jaśnie panu nie..."
Anielka - strona 50
" — To musi jaśnie pan dać zastaw, a ja od żydków wydobędę pieniędzy. Dziedzic uspokoił się, znowu usiadł i zapalił cygaro. Żyd po chwilowej przerwie mówił dalej: — Aj! jaśnie panu to i pod wozem i na wozie dobrze, ale co ze mną będzie? Ja nawet kwitów nie mam...Żeby choć..."
Anielka - strona 51
" Dziewczynka parę razy widziała zagniewanego ojca i w tej chwili nie mogła opędzić się przed jego zmarszczonem czołem i najeżonemi brwiami. Ścigały ją błyszczące, wprost na nią zwócone oczy i dźwięczny, podniesiony głos. Potem widziała biedną Magdę, którą jakiś człowiek..."
Anielka - strona 52
" do pokoju, nucąc, i stanąwszy obok fotelu matki, rzekł do niej pieszczotliwie: — Buzi! — Nareszcie po dziesięciu dniach — rzekła matka. — Je suis charmée, żeś sobie przypomniało mnie, od czego już odwykłam. Choroba, pustka i rozpaczliwe myśli, voici mes compagnons! Jeżeli..."
Anielka - strona 53
" — Wiem!... przez karty i zabawy. — Nie bądźże złośliwą, tem bardziej, że nieoceniony Władek oddał mi wielką przysługę w pewnym interesie. I gdybym znalazł pieniądze... — Znowu interes i pieniądze!... — A, doprawdy, że nie poznaję cię, Meciu! — zawołał zgorszony..."
Anielka - strona 54
" serwituty, natychmiast wezmę dziesięć tysięcy rubli i włożę w melioracyę dóbr. Urodzaje wówczas poprawią się, długi spłacimy, a tymczasem sprzedamy drugą część lasu i wyjedziemy zagranicę. Tam odżyjesz, będziesz znowu bawić się i błyszczeć jak niegdyś... — Vain..."
Anielka - strona 55
" — Weź sam ten naszyjnik z biurka. Boże! czuję, że umarłabym z rozpaczy, gdybym teraz spojrzała na niego. — Ale za to jak ci będzie przyjemnie wystąpić w nim kiedyś! Ile razy spojrzysz na niego, przypomnisz sobie, żeś nie zawahała się przed spełnieniem obowiązków względem..."
Anielka - strona 56
" może cię rozdrażniać, ale trzeba choć trochę umieć panować nad sobą... Mówił to już na progu pokoju, śpiesząc do kancelaryi, gdzie go oczekiwał Szmul. Pani została sama. Widok pięknej twarzy męża i rozmowa z nim cofnęły ją wstecz o kilkanaście lat, nasuwając porównania,..."
Anielka - strona 57
" z kłopotami majątkowemi i u własnego pachciarza zdobywa ufność zapomocą naszyjnika! Rzeczywiście jestto epoka przejściowa, która wszystkich jednakowo dotknęła. Ci — zbankrutowali, tamci z resztką fortuny wynieśli się do miasta, inni zerwali stosunki z tym, którego zwano..."
Anielka - strona 58
" żona Anielka i milcząca guwernantka, a po nich pan. Pan grzecznie podał rękę guwernantce, której szyja i twarz pokryły się barwą ceglastą. Siadła naprzeciw niego i patrzyła pod stół. Ludzie powierzchowni sądzićby gotowi, że na pannie Walentynie mężczyzni robili piorunujące..."
Anielka - strona 59
" — Jakto — już w czerwcu nie można mięsa dostać?... — Dostać można, ale jaśnie pani nie posyłała do miasta... Matka i Anielka mocno zarumieniły się. Obie wiedziały, że nie posłano po mięso przez oszczędność. — Każ mi więc ugotować parę jaj na miękko — rzekł pan,..."
Anielka - strona 60
" — Zapewne! — odparł dziedzic, lekko marszcząc brwi — choć nie sądzę, aby mogło się to dziać bez uszczerbku dla Anielci. — Anielce o mało że łyżeczka z rąk nie wypadła. — Ot i dziś — mówił dalej — znalazłem ją na publicznej drodze... — Anielkę?... — spytała..."
Anielka - strona 61
" — Panna Walentyna jest zapaloną demokratką — odezwała się szybko przerażona pani. — Obok tego jednak Anielka tyle przy niej korzysta... — Nie wszyscy zdają się to rozumieć! — wtrąciła półgłosem guwernantka, patrząc prosto w oczy panu, wbrew zwykłej skromności...."
Anielka - strona 62
" W tem przyszÅ‚a jej na myÅ›l pani Weiss i zapaÅ‚ dziewczynki nagle ostygÅ‚. ROZDZIAÅ? V. WESELI SÄ„ ZASMUCENI, A SMUTNI MAJÄ„ DOSKONAÅ?Y HUMOR. UpÅ‚ynÄ…Å‚ tydzieÅ„. SÅ‚oÅ„ce grzaÅ‚o coraz mocniej, nocy byÅ‚y ciepÅ‚e i krótkie. Nad polami przeciÄ…gaÅ‚y niekiedy chmury rozsypujÄ…ce..."
Anielka - strona 63
" barwa skupiała się na pewnem obszarze, ukazując śmiertelnej źrenicy smugi i plamy bez ładu po niezmiernej przestrzeni rozrzucone. Freski mistrzów nie inaczej przedstawiają się łażącym po nich muchom, jak kolory i tony pól mieszkającym wśród nich ludziom. Któż wie jednak, co w..."
Anielka - strona 64
" temu włościanie zdecydowani byli cofnąć swoje prawa do lasu za trzy morgi gruntu na każdą osadę. Jeżeli włościanie podpiszą układ, las zostanie sprzedany, dziedzic otrzyma jeszcze dziesięć tysięcy rubli i ureguluje najgwałtowniejsze interesy. Lecz jeżeli nie zgodzą się,..."
Anielka - strona 65
" ków, taki czuł wstręt do utraty złudzeń, że nie śmiał nawet sprawdzić wiadomości, a tem bardziej odrobić rzeczy o ileby się dała. Odpychał rzeczywistość i uciekał od nie — ]', aż do dnia, w którym sama miała mu się narzucić. — Może to plotki?- myślał. — W takim..."
Anielka - strona 66
" Czas biegł szybko. Niekiedy dziedzic wśród nocy budził się, oblany zimnym potem, myśląc, że już jutro dowie się ostatecznej prawdy. Czasami chciał sam zwołać gromadę i zapytać: czy gotowi są do podpisania umowy? Ale wnet opuszczała go odwaga i mówił: — Gdyby to jeszcze była..."
Anielka - strona 67
" raków, albo między stodołami, głośno rozprawiali o tem, że: "już chyba z dziedzica nic nie będzie!" Tylko stangret, Jędrzej, który z panem od dziesięciu lat jeździł, oparłszy się na płocie, słuchał w milczeniu, palił fajeczkę, która umiała świergotać czasami mruknął:..."
Anielka - strona 68
" karmił i poił przez cały rok. Jak sprzeda folwark to wam zapłaci. — Zawdy my tu niedługo chyba popasiemy?... — To inna rzecz, a tamto inna rzecz. Kto chce iść, niech idzie gdzie mu lepiej, a ja przy dziedzicu zostanę. To rzekłszy, Jędrzej wyprostował się leniwie i powlókł do..."
Anielka - strona 69
" W postępowaniu panny Walentyny także zaszła zmiana. Widząc, jak się wszyscy wynoszą, zapewniała głośno, że ani myśli opuszczać edukacyi Anielki, którą polubiła, ale — że z panem pod jednym dachem mieszkać nie może. Słysząc to pani ruszyła nieznacznie ramionami, nie tyle..."
Anielka - strona 70
" To też biedne dziecko, któremu potrzeba było ruchu i powietrza, pomizerniało w ciągu kilku dni. Do ogrodu wychodziła rzadko, a już jego części do gościńca przyległej unikała zupełnie. Całą jej pociechę stanowił Karusek, asystujący swej pani ciągle, o ile okoliczności..."
Anielka - strona 71
" znaczy oddalenie się Kiwalskiej. A już zupełnie zrozumiała zachwycone w przelociej zdanie jednego zfornali: — Jak tu robić, kiedy my głodni, woły głodne i ziemia nie syta!... Ludzie, woły, a nawet ziemia głodna!... Ludzie jeszcze odejdą, ale już woły chyba zdechną, a co będzie z..."
Anielka - strona 72
" stajnością obracał się dokoła gwiazdy polarnej Wóz, niestrudzona skazówka na przedwiecznym zegarze. Szła, szła i szła wciąż naprzód, ciągnąc za sobą czas spychający doby w bezpowrotną otchłań. Szła, szła i szła wciąż — zbliżając się do świtu owego dnia, który..."
Anielka - strona 73
" pani obudzić współczucie ciotki. W końcu, aby dać jej gwarancyę zwrotu pożyczki, obiecała oprzeć ją na hipotece ostatniego folwarku, jaki jej pozostał z posagu. Folwark ten leżał o kilka mil od majątku głównego, posiadał chatę i sto morgów gruntu i znajdował się pod opieką..."
Anielka - strona 74
" — Wyborna jesteś z twoją otwartością — zawołał. — Jeżeli jednak nie chcesz się uczyć, aby nie obciążać rodziców, to tembardziej proś babcię o fundusz na edukacyę... — Kiedy... nie mogę prosić... Ojciec popatrzał na nią trochę niekontent i trochę zadowolony...."
Anielka - strona 75
" — Powiesz, że ją kochasz, że ją chcesz poznać... ciągnął już zniecierpliwiony. — Boję się jej... — To bardzo źle, przecież to nasza najbliższa krewna, a krewnych kochać należy... — Prawda... — Więc widzisz!... Zresztą moge ci sam list podyktować. Anielka znowu..."
Anielka - strona 76
" są głodni, że ojciec od Szmula pieniędzy pożycza, że matka nie ma słodowego ekstraktu?... A może jeszcze każą opisać jej tajemne, pełne łez rozmowy z Bogiem?... Może miała pisać, że ojciec nietylko z domu nie wyjeżdżą, co zawsze robił dawniej, nietylko wina przy obiedzie nie..."
Anielka - strona 77
" — Co to za jedna? — spyta! pan. — Jakaś taka, z waszecia, niby klucznica. — Czem przyjechała? — Gajda ją przywiózł... Ją, kufer, pościel... — Ten łotr?... — mruknął pan. — Powiedz jej, niech wejdzie... Służący wyszedł. W sieni rozległ się dźwięczny głos kobiety..."
Anielka - strona 78
" — Jakto, nie poznajecie mnie, panie Janie?... Przecież ja jestem cioteczno-rodzona siostra Matyldy, Anna Stokowska... Prawda! — dodała po chwili z uśmiechem — już pietnaście lat jakeśmy się nie widzieli... Od tego czasu zbiedniałam, zmizerowałam się w pracy, a pewnie i..."
Anielka - strona 79
" Przyjechałam do miasteczka dowiedziawszy się, że księdzu dziekanowi gospodyni umarła. Ja o tem tylko marzę, od czasu, jak straciłam majątek, żeby choć na stare lata nie ślipiać nad igłą. U jakiego poczciwego księdza (a dziekan podobno jest bardzo uczciwy) miałabym i wygody i..."
Anielka - strona 80
" ale jak pies, byle kąt i łyżkę strawy zapracować... Bo po cóż ja do miasta wrócę, nieszczęśliwa?... Ani ja mieszkania, ani maszyny, ani żelazka, no, słowem nic... I złożyła ręce błagalnie, patrząc na dziedzica, który odparł cierpko: — Klucznicy już trzymać nie będziemy,..."
Anielka - strona 81
" z guwernantką, by zdaje mi się, że panna "Walentyna jest tutaj, a ją znam... — Jak pani woli... Grzegorzu! — zwrócił się do służącego — zaprowadzisz panią do pokoju guwernantki. Gdy ciotka wyszła, pani rzekła do męża: — Czy nie zbyt cierpko, Jasiu, przyjęliśmy Andzię?..."
Anielka - strona 82
" w gnojownicach, to cóż powiedzą: on taki sam jak i my, targujmy się więc a ustąpi... — Egzagierujesz, Jasiu! — reflektowała go żona. — Wcale nie! — zawołał niecierpliwie — i przekonasz się, że wizyta tej awanturnicy może nas dużo kosztować. Także wybrała sobie porę...."
Anielka - strona 83
" — Dlaczego tatko nie chce, ażeby ciocia została u nas?... — Nudzisz mnie, dziecko. Mój dom nie jest szpitalem, ażeby w nim osiadali ubodzy z całego świata. Zmarszczył brwi, jakby usiłując przypomnieć sobie wątek przerwanych marzeń, a trafiwszy widać nań, skierował oczy ku..."
Anielka - strona 84
" ło nowe: co Anielka myśli o jego postępowaniu? w tej chwili bowiem odgadł, że już myśli. O żonę nie dbał, przyzwyczaiwszy siebie do mistyfikowania jej, a ją do biernej uległości. Lecz dziś nagle wystąpiła osobistość nowa, kochająca i ukochana, której jasny i naiwny umysł..."
Anielka - strona 85
" czy tym, przy którym Szmul odważa się mówić o jej śmierci?... Któż więc jest jej ojcem i który z tych dwu ludzi kocha ją i Józia? Czy ten, który codzień wysyła pół rubla na cygara dla siebie, czy też ten, który niema pieniędzy na ekstrakt słodowy dla matki? A nareszcie ta..."
Anielka - strona 86
" powiem pani, że w sny nie wierze). Robactwo — znaczy pomyślność, a że ja zawsze modliłam się tylko o to, ażeby na stare lata zostać gospodynią u jakiego uczciwego proboszcza, więc zaraz zgadłam, że się w tych dniach taka posada dla runie otworzy. Nawet, powiem pani, żem zaraz o..."
Anielka - strona 87
" — Naturalnie, że ta niegodziwa klusznica od was! — odparła ciotka., — Ona?... brunetka?... Ona jest prędzej kasztanowata! Ciotka pokiwała głową. — Oj! oj! jakeście się państwo dobrali z panem Saturniem, to tak jakby z jednego łokcia wy krajan i — rzekła. — Jakże on miewa..."
Anielka - strona 88
" — Czy pan Saturnin zawsze tak dużo czytuje? — przerwała nauczycielka. — Furami! powiem pani. On u mnie bardzo często bywa na herbacie i czyta głośno, ah! jak płynnie, z jakim akcentem!... Nieraz mówię mu: "Niech pan odpocznie, bo już panu gra w gardle. " A on: "Naturalnie, żebym..."
Anielka - strona 89
" jakieś przeczucie, popatrzyłam mu w oczy tak, o — jak pani teraz, poklepałam go po ramieniu i mówię: "Kochanku! choć pan nie wierzysz w przeczucia, zapamiętaj sobie moje słowa: jeszcze ja doczekam, że znajdę miejsce u jakiego uczciwego proboszcza, a wy się pobierzecie!... Tak mu..."
Anielka - strona 90
" szwaczka... Sami są teraz zgryzieni, w interesach, to i nie mają ani czasu, ani sposobu, ani nawet głowy radzić innym... Ucałowała ceglaste pannę Walentynę i wymknęła się na dziedziniec przez boczne drzwi, idąc ku swój furmance. Wtem, z za węgla domu wybiegła naprzeciw niej..."
Anielka - strona 91
" lewu uczuć miłosnych, dziwnie odbijał od reszty otoczenia. Wesoły niegdyś pan domu był dziś smutny, najweselsza z wesołych, Anielka, także smutna, śpiewała zaś — osoba, z której ust nie słyszano dotychczas nic więcej, oprócz gorzkich upomnień i wymówek. Sądzićby można, że..."
Anielka - strona 92
" biegł jak wąż, w innem jak strzała a jeszcze w innem przedstawiał kilka bezładnie rozrzuconych ogniw, wpadał, niby strumień do sadzawki, w obszerne zbiorowisko łudzi i wozów. W tem miejscu nie było już widać barwy drogi, ale żółtą słomę, szare deski, tabaczkowe sukmany,..."
Anielka - strona 93
" nieustannie próbował zwrócić głowę do furmanki, stojącej obok. Lecz, ponieważ był ślepy na lewe oko, więc zamiast na siano, trafiał na pysk małej, złośliwej kłaczki, która kwiczała, stulała uszy i płoszyła zębami kalekę. Na domiar niedoli na zgłodniałe i zniecierpliwione..."
Anielka - strona 94
" stołami na krzyżujących się nogach, były długie ławy zapełnione gospodarzami, miedzy którymi, ku zgorszeniu niewiast, siedziała tylko jedna kobieta, żołnierka, rezolutna i krzykliwa.Środek izby zajęty był przez stojących. W prawym zaś kącie, za baryerą, znajdował się..."
Anielka - strona 95
" trzewiki w ręku, albo już do samego domu nie zdejmowały ich z nóg. W zgromadzeniu tem, syberynowe palto rządcy, ani burka ekonoma nie robiły żadnego wrażenia. O dworze mówiono mało, więcej o wójcie, sołtysach albo o sobie samych. Można było przecie widzieć jeszcze kumów,..."
Anielka - strona 96
" podłodze!... — wtrącił wieśniak z czerwonym nosem, ubrany w siwą kapotę. — Oto, mój Józik nie leżałby na podłodze — odezwała się prędko baba ubrana z miejska. — Co tam wasz Józik ! — mruknął chłop i machnął ręką. Potem zamglone oczy zwrócił na szynkwas. —..."
Anielka - strona 97
" mydło w srebrnym papierze i dał mi. Kiej wam powiadam, że jakiem się umyła, to tak odemnie pachniało, aż wstyd... Baby słuchając kiwały głowami, a jedna rzekła: — Widzi mi się, to na nic chłopaka posyłać do szkoły. Inne pańskie dziecko, toby tak nie powiedziało parobczysze,..."
Anielka - strona 98
" jak Ignac legiwał pod ławą na śmiech ludziom !... Upamiętaj się ty choć raz... Chłop podeszedł do kraty i wziął kieliszek. — Maćku!... Macieju! — błagała go żona — ustatkujże się... — Naści... masz — chlaj. !... — odparł mąż, wciskając jej kieliszek w rękę...."
Anielka - strona 99
" pał, ale ino raz, a znowu w piątek ten co przyjdzie ma mu czemsić smarować... — Pomogło wam co ? — Paliło mnie jak ogniem i materyę pędziło, ale widzi mi się, że jest gorzej... — O głupi na! — odezwała się żona. — Jak ci tylko wygryzło i materyę wypędziło, to już..."
Anielka - strona 100
" — Wojciechu! — odezwał się jeden z sąsiadów, gospodarz młody w granatowej kurtce. — Piliśta wy kiedy za swoje?... — A bo ja głupi żydowi pieniędzy naganiać? — odparł łysy. — No, a za cudze pijecie?... — Bo on choć i żyd, to żyć musi i jego Pan Bóg stworzył. —..."
Anielka - strona 101
" — Czekajta ino kumo! Jak mój Józik przyjedzie ze szkoły, to on wam wyłoży dokumentnie, lepiej niż pisarz. Bo to chłopak ho! ho!... — Oj da! da!... Takie bezładne frazesy krzyżowały się w dusznej izbie karczemnej. A dziewka za kratą wciąż nalewała wódko w kieliszki, a Szmulowa..."
Anielka - strona 102
" — Czego się śmiejata?... — zapytał Maciek. — Przycie my cośmy ino podpisywali, tośwa za wszystko płacili, a to na szkołę, a to na gminę... — Gada zwyczajnie jak pijany!... — odezwał się ktoś. — Ja nie pijany! — oburzył się Maciej potrącając żonę. Grzyb ciągnął..."
Anielka - strona 103
" dadzą i trzy morgi? Dziedzic postąpił, bo chce sprzedać las, ale jakby się las spalił, albo on wszystką ziemię sprzedał, to nowy może nic nie da? Józefowi dobrze gadać: czekajta! bo ma 30 morgów ziemi. Ale my, na których przypadło dziesięć mórg gruntu i są jeszcze dzieci..."
Anielka - strona 104
" — Gódźta się póki czas! — wołał. — Każdy bedzie miał swój kawałek ziemi, a tak co wam z tego, że wasze bydlę po cudzem harcuje?... Lepszy swój zagon... — Ola Boga Wojciechu! a dyć wy moje buty macie na nogach?... — odezwał się jeden z gromady. — A to skąd —..."
Anielka - strona 105
" grzebać się w papierach i omentrów zwozić, tośwa połowę bydła sprzedać musieli. A kiej Szymona, tego Mazurka, spotkał jego gajowy, też niemiec, w lesie, i pospierały się z sobą, toci wziął i strzelił ci w chłopa jak w zająca, aż z niego później cały kwartał śrót..."
Anielka - strona 106
" stronnik układów. — Nawet nic złego zrobić nie może, choćby chciał, bo go nigdy w domu niema... — To łgarstwo! — przerwał zaperzony Gajda. — Mnie przecież świnie kazał zastrzelić, taką, żeby jej za trzydzieści rubli nie kupił... A jak, będzie temu z tydzień, jego..."
Anielka - strona 107
" — To wiadomo, ale czybyśta się podpisali na to, żeby za trzy morgi... — Jakie trzy?... cztery!... — przerwało kilka głosów. — I cztery mało!... — dodali inni. — Wam wydaje się za mało cztery morgi — rzekł Szmul — a dziedzicowi za wiele... Każdy tak chce, jak jemu z..."
Anielka - strona 108
" by była jedność między nami podpiszwa układ, ale za... pięć morgów.., — Dobrze! dobrze! — Mój nie podpisze ! — wrzasnęła żona kołtuniastego. — A dajta że jej w łeb Janie ! Co ona za was ma gadać? — On?... mnie... w łeb?... — krzyczała energiczna kobieta. — A..."
Anielka - strona 109
" — PojadÄ™ do niemca. On już pewnie kupi wieÅ›. Jak mi siÄ™ z nim uda, to bÄ™dÄ™ miaÅ‚ mÅ‚yn. — Jeżeli tamten nie zbudowaÅ‚, to niemiec nie zbuduje. Nic z tego nie bÄ™dzie — odparÅ‚a Szmulowa. — To może wcale nie jechać? — Zawsze sprobuj — rzekÅ‚a. ROZDZIAÅ? VII. PAN JAN JEST..."
Anielka - strona 110
" wdzenie służby nigdy nie leżało w jego usposobieniu ani rachunkach. Przypomniał sobie Anielkę i pominął ją. Potem żonę i Józia... Nie chciał myśleć o ich chwilowem położeniu. Nie wątpił jednak, że nie zginą i że pomoże im ciotka prezesowa. Byle tylko wróciła......"
Anielka - strona 111
" wie w sposób jej tylko właściwy: jednem spojrzeniem, rumieńcem, pytaniem!... — Zatrzymam dla niej guwernantkę — szepnął pan i ucieszył się jakby najlepszym wynalazkiem. Guwernantka była dla niego pancerzem przeciw Anielce. 0 rozchwianych widokach i konieczności sprzedania majątku..."
Anielka - strona 112
" zyty, w czasie słoty jesiennej, z przyjemnością myślał, że jest przecie ciepły i wykwintny dom, w którym o chłodzie i utrudzeniu zapomni i z tęsknotą wyglądał świateł w oknach, słuchał naszczekiwania psów. Niekiedy był zmartwiony i jadąc, zapytywał: jaką też niespodziankę..."
Anielka - strona 113
" olbrzymiemu wieśniakowi, którego twarz była raczej zakłopotaną, niż groźną. — Cóż? — zaczął pan Jan. — Znowu twoim koniom podobała się moja pszenica?... — Zara, jaśnie panie, ja powiem od początku prawdę — rzekł chłop, pochylając się ku ziemi. — Jak słonko..."
Anielka - strona 114
" Ady ja tego przez cały tydzień nie zarobię, a tu jaśnie dziedzic za jaki może kwadransik każą se tyle płacić?... — Więc idź do sądu! — rzekł dziedzic. — Panie! a jakże mi iść do sądu, kiej mnie żydy zgodziły do miasta, żebym zara jechał. Niech się pan zmiłuje i..."
Anielka - strona 115
" Gajda sięgnął za pazuchę i drżącemi rękoma wydobył skórzany woreczek. — Ha! niech se tam będzie i niemiec. Już mnie i jaśnie dziedzic do ostatniej koszuli rozebrał. Ma pan! — dodał, kładąc trzy ruble na ławce. Przynajmniej za to mojej dziewusze kości porachuję, żeby..."
Anielka - strona 116
" Na prawo od ganku, za inspektami, leżały budowle gospodarskie: stodoły, obory i stajnie. Tara poszedł Gajda z fornalem po swoje konie. Za parę minut wróci do domu i zacznie bić Magdę. Co ona myśli w tej chwili? Anielka okrążyła dwór, skręciła na lewo za inspekta i pobiegła do..."
Anielka - strona 117
" Ona jest taka — o... mnie po ramię... Widzieliście wy jej ręce? Cóż ona poradzić mogła koniom takiemi rękami. I pewnie bała się ich jeszcze... Ja, gdyby mi koń uciekł, płakałabym tylko... Ona może goniła je, ale, gdyby ją który uderzył kopytem, pewnieby ją zabił... Na..."
Anielka - strona 118
" Dziewczynka, trzymająca taką świętość w ręku wzrosła w oczach chłopa do znaczenia księdza trzymającego hostyę. Zdjął czapkę i bardzo wzruszony przemówił: — Schowaj se panienka ten obrazik przenajświętszy. Ja tam nie żyd, żebym takiemi rzeczami handlował... — Anielko!..."
Anielka - strona 119
" i znikÅ‚ na zakrÄ™cie, trzymajÄ…c wciąż czapkÄ™ w rÄ™ku. Dusza ludu jest jak ogieÅ„ pod granitem. ROZDZIAÅ? VIII. DWIE UCIECZKI. Jak wiadomo, serce panny Walentyny, choć nieco wyschniÄ™te, nie byÅ‚o zupeÅ‚nie martwe. Zawsze pielÄ™gnowaÅ‚a ona ideaÅ‚ poważnie myÅ›lÄ…cego czÅ‚owieka,..."
Anielka - strona 120
" istocie panny Walentyny. Właściwie mówiąc, nie byłby to przewrót, głębsza zmiana charakteru, ale pewien rodzaj maceracyi uprzyjemniającej życie. Wypadki takie nadeszły. Pierwszym było lato, które rozmarza, rozleniwia i czyni skłonnemi do platonicznej miłości osoby pracujące..."
Anielka - strona 121
" W mikroskopijnym chaosie wyblakłych marzeń i ślamazarnych popędów, skromny, powiatowy urzędnik, pan Saturnin, stał się punktem środkowym. Panna Walentyna była mu wdzięczna za to, że o niej pamiętał, żałowała go — bo podobno cierpiał, poważała za wierność i gotowa..."
Anielka - strona 122
" ryty, spotyka na ulicy pana Jana i — odskakuje od niego, jak od jadowitej gadziny. Po takim objawie wstrętu uczciwej kobiety na widok rozpustnika nastąpiłby tkliwy, jeżeli nie wstrząsający opis walk jakie z nim staczać musiała, chwil osłabień i tryumfu — resztkami sił zdobytego...."
Anielka - strona 123
" Pan Jan tymczasem, zrozumiawszy, że majątek wyślizguje mu się z ręki, postanowił bądźcobądź zatrzymać pannę Walentynę przy Anielce. Trzeba tylko wytłumaczyć jej, że pensyę za upłyniony kwartał odbierze, że na przyszłość odbierać ją będzie regularnie i prosić, aby, bez..."
Anielka - strona 124
" — Panno Walentyno — zaczął melodyjnym głosem pan Jan — od kilku dni szukam sposobności pomówienia z panią... — Wiem o tem!... — odparła mocno i chrapliwie, druzgocząc go wzrokiem. — Wie pani? — spytał, przyczem rzucił na nią spojrzenie, od którego krew krzepła i —..."
Anielka - strona 125
""
Anielka - strona 126
" nie miałem bynajmniej zamiaru konferować ani o młodości, ani o piękności, ale — o mojej córce. Panna Walentyna chwyciła się obu rękoma za głowę i zachwiała, jak pijana. Po chwili, rzuciwszy na dziedzica spojrzenie ranionej jaszczurki, syknęła: — Proszę o konie!... Wyjeżdżam..."
Anielka - strona 127
" Po tym frazesie, który powinien był przyjąć z pokorą i wstydem, zostałaby w jego domu, jeszcze gorliwiej zajęłaby się Anielką, a nawet chorą jego żoną, przychodami, wydatkami, spiżarnią i kuchnią. Naturalnie dopóty, dopóki stęskniony Saturnin za poradą ciotki Anny nie..."
Anielka - strona 128
" Chora dama, spokojniejsza dziś niż zwykle, czytała jakiś romans. Obok niej siedział na wysokim stołku Józio, bawiąc się pudełkiem od pigułek. Panna Walentyna oparła się ręką o stół i spuściwszy oczy rzekła: — Przyszłam panią pożegnać... Dziś, natychmiast, opuszczam dom..."
Anielka - strona 129
" — Ona nic niewinna! — odezwała się nauczycielka. — Kto inny wypędził mnie z domu... — Mój mąż?... Jaś?... — Pani! — zawołała Walentyna z uniesieniem — nie pytaj mnie o nic, błagam cię!... Ostatnią łaskę, jaką mi wyświadczyć możesz, jest ta, abyś kazała..."
Anielka - strona 130
" — Ucz się... czytaj to... pamiętaj o moich ptaszkach, które tu przychodzą do okna, a nadewszystko... ucz się... Tak mówiąc całowała jej usta i czoło. — Niekiedy robiłaś mi przykrości, ale mniejsze niż inne dzieci, o! bezporównania mniejsze... Lubiłam cię, choć wychowanie..."
Anielka - strona 131
" myśl pierwej o spełnieniu obowiązków, a później o własnych wygodach". Nieco zaś niżej: "We środę dałam do prania: Koszul dziennych 4, " nocnych 2''. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . I tak dalej. W godzinę później panny Walentyny już w do mu nie było. Wyjechała ze..."
Anielka - strona 132
" — Dobrze! dobrze! — mówił pan, kręcąc się niespokojnie. — Malhmreuse que je suis!... Nie pojmuję, jakie interesy tak często wyganiają cię z domu, i jeszcze w tej chwili?... Już mi łez nie staje... Przywieźże mi dla Józia pudełko pigułek, a dla mnie ekstraktu słodowego......"
Anielka - strona 133
" Był to rezultat nieograniczonej plenipotencyi, — jaką dała mu w dzień ślubu. Kobiecie jej stanowiska, wieku i piękności nie wypadało zajmować się interesami, nawet znać się na nich! A cóż dopiero podejrzewać męża, o to, że kiedyś strwoni wszystko... Jaki to dziwny musiał..."
Anielka - strona 134
" Bez względu na całą praktyczności tych poglądów, pan Jan był rozdrażniony. Jednakże w całej sprawie jest jakiś fałszywy ton?... Możeby wypadało zostać przy żonie i dzieciach, gdyż samej kobiecie i do tego chorej, trudno będzie obejść się bez rady i pomocy ?... A co powie..."
Anielka - strona 135
" duchy błąkające sio po domu i po ogrodzie staną się upiorami straszącemi Judzi obcych. A co z nim będzie? Czy istota Judzka nie składa się z dwu połów, z których jedna jest domem, polem, ogrodem, a druga dopiero samym człowiekiem. Jeżeli drzewo usycha, gdy się je wyrwie z gruntu,..."
Anielka - strona 136
" Konie ruszyły, aż dziedzic uderzył głową o tył powozu. Dwór znikł. Już mijają budynki. Już są w alejach. Oto jego pola chude i nieobsiane. Znowu ogród, dach dworu i okno na facyatce, w którem stoi teraz Anielka... Już wszystko minęli. Pan Jan odetchnął. — Mój kochany —..."
Anielka - strona 137
" ROZDZIAÅ? IX. TRWOGA WE WSI, SKUTKIEM CZEGO GAJDA PÅ?OSZY WRÓBLE. Na drugi dzieÅ„ po wyjeździe pana Jana, gospodarz Józef Grzyb wstÄ…piÅ‚ do karczmy po wódkÄ™. ZastaÅ‚ SzmulowÄ™ bardziej niż kiedy zamyÅ›lonÄ… i Szmula, który ze zÅ‚oÅ›ci krzyczaÅ‚ na dziewkÄ™ za to, że kieliszek w..."
Anielka - strona 138
" jako wy i połowy tego nie mata prawa użytkować z czego użytkujecie... — Ale! — Jakie ale?... Tu niema żadnego ale, tu są tabele... Dziedzic was rozpuścił, bo mu brakło pieniędzy na gajowych i polowych. Robiliście co wam się ino podobało i chcieliście jeszcze po pięć mórg. A..."
Anielka - strona 139
" Byli jednak i tacy, którzy w wieści tej widzieli intrygę Szmula, wymyśloną w celu skłonienia ich do łatwiejszej zgody z dziedzicem. Ale już nazajutrz najwytrwalsi optymiści stracili nadzieję. Od samego bowiem rana przyjechało z miasta gubernialnego aż trzech niemców i ci zaczęli..."
Anielka - strona 140
" Grzyb i Olejarz byli na miejscu, ale Samiec siedział w chałupie i kołysał dziecko, wedle rozkazu żony. Poszli więc do niego dwaj deputaci i jeszcze kilku, a za nimi sporo bab. Olejarz opowiedział kołtuniasteinu, że idą do dworu godzić się, że gromada i jego, niby Samca, także..."
Anielka - strona 141
" gnał, kołtuny odgarnął i — jak plunie w garść, jak złapie babę za łep, jak zacznie obracać!... Chryste ratuj!... Chustka z niej poszła w kąt, kijanka na półkę, aż dwa garnki spadło na ziemię. — Dajcież spokój, Janie! — wołały baby. — Walcie, kumie, póki nie zacznie..."
Anielka - strona 142
" samej, żeby mnie mój dopiero w piątym roku bić zaczął, byłoby markotno. — Oj! biednaście wy, Janowo! — pocieszała inna baba penitentkę. — Chłop pokorny, to jak wilk: póty grzeczny, póki człowieczego mięsa nie spróbuje. Ale jak się już raz porwał, to będzie was bijał co..."
Anielka - strona 143
" miałbym osiem i jużby człowieka nie tak w szkodę ciągnęło. — A co, nie gadałem woma w niedzielę, żeby podpisać?... Potrzebny to nam dziś strach i bałamuctwo?... Aleśta wszyscy woleli ciągnąć, aż się urwało — mówił Olejarz. Gajda wpadł w gniew. — Urwało się nam,..."
Anielka - strona 144
" wielmożna dzedziczko, i nie sprzedawajcie niemcowi waszego i naszego mienia. Przecie my od zgody nie dalecy i za cztery morgi na osadę podpiszemy układ... — Co wy mówicie? — spytała zdziwiona pani. — Jużci to, co cała wieś gada i własnemi oczami widziała. Były tu dzisiaj jakieś..."
Anielka - strona 145
" — Zatem, wielmożna dziedziczko, wstawicie się za nami do dziedzica? — spytał Olejarz. — Ale owszem! Jak tylko wróci, rozmówię się z nim i powiem, że już chcecie podpisać układy... — Chcemy ! chcemy! — zawołali chórem, a Samiec dodał: — Na grób to im damy ziemi,..."
Anielka - strona 146
" chciały. Ja go znam! On mnie przecie dwanaście łat do roboty nie wołał, choć nieraz i jak było pilno!... Odeszli zafrasowani gospodarze, a Gajda wystawał przed chatą. Potem, gdy już znikli we wsi, powlókł się ku budynkom dworskim. Za płotem ogrodowym, naprzeciw tych budynków, na..."
Anielka - strona 147
" ROZDZIAÅ? X. DOMYSÅ?Y MATKI. ZNOWU WRÓBLE. Od wyjazdu ojca i guwernantki, dwór jeszcze bardziej sposÄ™pniaÅ‚. Ekonom, czÅ‚owiek nieżonaty, zabraÅ‚ w nocy swój tÅ‚omoczek i umknÄ…Å‚, nawet nie pożegnawszy siÄ™ z nikim. Lokaj, który już dawniej podziÄ™kowaÅ‚ za sÅ‚użbÄ™, zaczÄ…Å‚..."
Anielka - strona 148
" Wówczas Anielka przypominała sobie radę guwernantki: "ucz się!... ucz się!... " i pilnując się dawnego rozkładu, sama zadawała sobie lekcye: "Stąd — dotąd ", wyuczyła się ich na pamięć i wydawała przed — krzesełkiem guwernantki. To historyę powszechną, to geografię, to..."
Anielka - strona 149
" i musiała wysłuchać takiej samej juk poprzednio sceny z małemi odmianami. Najmilszą jej rozrywką było karmić wróble, albo bawić się z Karuskiern. Do okna, na facyatce, ptaki przylatywały trzy razy na dzień całą gromadą. Już daszek był im za mały, więc śmielszy ptak wpadał..."
Anielka - strona 150
" Rano zjadł misę barszczu z zimnemi kartoflami, zakąsił herbatą ze śmietanką, potem dostał sucharek dwie suszone śliwki i znowu na cały dzień poleciał. Anielka ze smutkiem myślała, że już i pies nie dba o nich, kiedy są w kłopocie! Po wizycie owych wiejskich delegatów stał..."
Anielka - strona 151
" Anielce, nie wiadomo dlaczego, było przykro. Gdyby teraz przyszli chłopi, zapewniłaby ich najuroczyściej, że tatko nie sprzedaje majątku i tylko zażartował sobie z nich. W każdym razie nie śmiałaby spojrzeć im w oczy. Zwyczajnie jak dziecko, które nie zna się na robieniu..."
Anielka - strona 152
" — Co będzie — myślała sobie — jeżeli ojciec, który tak zażartował z chłopów, zażartuje z mamy? Chłopi są pewni, że tatko sprzedaje majątek, a mama śmieje się z nich... Mama jest pewna, że tatko pojedzie z nią do Chałubińskiego, a tatko?... Nieograniczona wiara w ojca..."
Anielka - strona 153
" wucha posłała łóżka w pokojach, zamknęła okiennice i zostawiła troje sierot na bożej łasce. Na drugi dzień, rano, matka była jeszcze weselsza, niż wczoraj. — Wyobraź sobie — mówiła do Anielki — śnił mi się dziś Chałubiński, jak żywy. Proszę cię, zapamiętaj..."
Anielka - strona 154
" — Pewnie mu kot ogon urwał! — pomyślała Anielka. Zdziwiła się jednak zobaczywszy, że wróbel ma ogon upalony. — Czyby wpadł w ogień, czy może niegodziwi chłopcy męczyli go w taki sposób? Nie miała jednak czasu zastanawiać się nad tem, lecz wróciła do matki z wiadomością,..."
Anielka - strona 155
" Widocznie ktoś łapie wróble — pomyślała Anielka. — Może parobcy jedzą z głodu? Na dalszym krzaku wisiała pętelka z włosienia, a jeszcze na innym znowu podobna pętla, obie puste. — Biedne wróble! — pomyślała dziewczynka. — W tej chwili postanowiła codzień przeglądać..."
Anielka - strona 156
" — Możebyśwa poszli do niej na pocieszenie? — spytała inna ze śmiechem. — Czego kpita? — dorzuciła trzecia. — Przecie sam Pan Bóg nakazuje smutnego pocieszyć, nagiego przyodziać i umarłego pogrzebać... — Widzita, kumy! — odezwała się poprzednia niemniej wesoło. —..."
Anielka - strona 157
" mię, po nad wołanie żab wybił się jakiś odległy łoskot. Anielka wbiegła na facyatkę i stanęła w oknie. Rzeczywiście, któś jechał gościńcem, ale nie do nich. Oparła się ca oknie i zalała łzami. — Boże! Boże! — sprowadź też ojca do nas — szeptała. Gdyby cud..."
Anielka - strona 158
" konstelacyi wyrywała się niekiedy gwiazda błędna, i zakreśliwszy łuk na ciebie, gdzieś nikneła. — Może to anioł! z pociechą od Boga? — pomyślała Anielka. I spoglądała za siebie, spodziewając się ujrzeć kogo. Ale pokój był pusty. Duchy niebieskie lękają się wchodzić..."
Anielka - strona 159
" obcy, albo, że słyszy czyjś głos, wołający ją po imieniu. — Czy mama do mnie mówi? — spytała. Odpowiedział jej ciężki oddech matki i szybkie chrapanie Józia. W kącie, nad piecem, słychać było brzęk muchy, a w drugim pokoju łoskot zegara. Oparła głowę na poduszce fotelu..."
Anielka - strona 160
" Trząsł się cały. — Magda! — mówił stłumionym głosem. — Leć do dworu, obudź ludzi i wołaj, że się pali. No, idźże ty bękarcie!... bo się tam panienka spali, ta, co ci wstążkę dała... Jezu mój!... Ocknijże się, nie trząś się ty.. Ona przecie nie kazała cię bić i..."
Anielka - strona 161
" Na dachu pojedyńcze płomyki zaczęły się już zlewać ze sobą. Podwórze i ogród przybrały barwę czerwoną, ptaki zaczęły świergotać. Tylko we dworze było cicho. Chłop wpadł na ganek i przycisnął ramieniem mocne drzwi, które przeciągle zgrzytnęły i pękły z łoskotem...."
Anielka - strona 162
" szył ją, ale ona ze strasznym krzykiem chwyciła się oburącz krawędzi łóżka, jakby broniąc się. Ledwie oderwał ją i wyniósł na dziedziniec. Tymczasem Anielka dźwigała Józia, lecz z była tak zmięszaną, dym tak ia otoczył, że nie trafiła do drzwi. Potknęła się o coś i..."
Anielka - strona 163
" czały krokwie i facyatka zapadła się na sufit. W chwilę później zegar w żółtej szafce wydzwonił cienko i prędko trzy kwadranse, przypominając, że i jego trzeba ratować. Jeszcze chwila i rozległ się ogromny huk. Sufit spadł na podłogę, wypychając uragan płomieni. Niestrudzony..."
Anielka - strona 164
" — Nie gada nie, ino patrzy przed siebie... — Wszystko im się spaliło. — Nie wszystko — wtrącił Gajda. — Pójdźta ze mną na ogród, to przyniesiemy im resztę szmat, żeby się mieli w co odziać. Paru gospodarzy poszło i poczęli znosić poduszki, prześcieradła, odzienie i..."
Anielka - strona 165
" — Żeby mi o panienkę nie szło, nawetbym się z chałupy nie ruszył. Tym sposobem za niebieską wstążkę i kilka poczciwych słówek kupiła Anielka życie trzech osób. W tej chwili przygalopował biedką Szmul z karczmy i wszedł do kuchni. — Co się to dzieje? — zawołał siny z..."
Anielka - strona 166
" z powodu nadesłanych pieniędzy. Gospodarze natomiast patrzyli na Szmula niespokojnie. Wreszcie jeden zapytał: — A jakże będzie z nami?... — Majątek już sprzedany — odparł Szmul — a dziś zjeżdża niemiec objąć go. Co prawda, nie ładnie trafił na początek!.... Przez chwilę..."
Anielka - strona 167
" żyd. — Tyle lat prosiłem pana, żeby mi młyn wystawił, i wszystko na nie!... — Za to też go Bóg pokarał i jeszcze skarze! — mruknął któryś z chłopów. — Słuchając tych uwag i narzekań, Anielka siedziała na ławce, ze splecionemi rękoma, mocno oparta o ścianę. Postać..."
Anielka - strona 168
" szany. Wnet jednak zapanował nad sobą i odparł spokojnie: — Jużci na nic zdało się to, że gospodarze chodzili do pani i chcieli układać się za trzy morgi. — Aha!... wy o tem mówicie?... Ja myślałem, że o tem — odpowiedział Szmul wskazując na ruinę domu. Chłop znowu..."
Anielka - strona 169
" Wszyscy jednozgodnie pochwalili naprzód burmistrza, później jego czujnojść i energiÄ™, potem jego sikawkÄ™, a nareszcie domyÅ›lność. Przyczyna pożaru pozostaÅ‚a tajemnicÄ…. ROZDZIAÅ? XII. SPRAWIEDLIWY LITUJE SIĘ NAD WSZELKIEM BYDLÄ„TKIEM, ALE SERCE BEZBOÅ»NYCH JEST OKRUTNE. Nie..."
Anielka - strona 170
" Natury zaś pierwotne, mniej skombinowane, do jakich i Karuś należał, żyją w ciągłych ostatecznościach. Karusek, kiedy walczył, to już do oberwania ogona i uszów, kiedy szczekał — to do ochrypnięcia, gdy jadł — to z nogami właził w talerz, gdy był przyjacielem to do..."
Anielka - strona 171
" ka. Ze spuszczoną głową pobiegł do kuchni. Znowu wrócił i obleciał całe podwórze.Ślady Anielki wyraźne w kilku miejscach nagle urywały się. Stał w tym punkcie jakiś wóz. Pies pobiegł do bramy za jego koleją, lecz dalej ani kroku. Koleje krzyżowały się, tyle tędy wozów..."
Anielka - strona 172
" łowane, nie umiałby ich wyrazić. Ale za to jak on czuł!... Język ludzki niema słów do określenia, ani serce strun do odczucia psiej przyjaźni. Człowiek zawsze znajdzie pociechę po stracie drogich osób, pies prawie nigdy. Wierzyć należy we wszystko, nawet w opinię, jaką ludzie..."
Anielka - strona 173
" Całą noc nie spał, tylko pędził wciąż. Gdy ludzie szli na robotę zrana, spotkali go już o milę od spalonego dworu. Miał boki zapadłe, piana toczyła mu się z pyska. Niekiedy stawał, podnosił głowę do góry i wył — strasznie zmienionym głosem. Napróżno!... To jego..."
Anielka - strona 174
" i ledwie mogąc nogami powłóczyć, stanął pod najbliższym domem, trzęsąc się z utrudzenia i patrząc pokornie na drzwi. Wnet uchyliły się one i Karuś ujrzał w nich dużego chłopa z widiami. Chłop zaczął go pędzić, nawoływać innych. Ulica zapełniła się ludźmi uzbrojonymi w..."
Anielka - strona 175
" W godzinę później (było już samo południe) ujrzał daleko wśród pól kilka budynków. Skwar go bardzo dręczy}. Dokoła nie było lasu tylko bagna. Umyślił podkraść się i ugasiwszy pragnienie, odpocząć przy budowlach. Ale ponieważ bał się pójść wprost, więc zaczął..."
Anielka - strona 176
" drobne jej rączki dotykały jego głowy gorącej. Czuł pieszczoty i słyszał imię swoje wymawiane przez nią. Był zupełnie zadowolony i na znak tego chciał wesoło zaszczekać, ale tylko żałośnie zaskomlił. Pragnął przeprosić ją za samowolną ucieczkę z domu, więc wyciągnął..."
Anielka - strona 177
" wzgórki można było obsiewać żytem, albo zasadzać kartoflami. Doły i niziny tworzyły bagno. Im rok był wilgotniejszy, tem mniej siano i zbierano, ale za to głośniej odzywały się żaby i ptaki wodne. Widnokrąg szczupły, ciemne zwierciadła wody oprawne w zielony tatarak, kilka..."
Anielka - strona 178
" — Przepraszam jaśnie panią, aleja niemam innej bryczki. Znowu nic nie słychać oprócz trzęsienia i turkotu i znowu po chwili mówi mama: — 0, jakiż ten Jaś niedobry! Czy on mógł nas tak porzucić?... Głowa mi chyba pęknie!... A Szmul odpowiadał: — Żeby był jaśnie pan..."
Anielka - strona 179
" szczęściem gruba warstwa kurzu robiła to raniej widocznem. Podłogi nie było, tylko sklepisko z gliny, jak w stodole.Ściany dokoła zawieszono obrazami świętych, których rysów trudno było poznać. Pod sufitem ciągnął się długi drąg, a na nim sukmany, kożuchy, buty i bielizna ze..."
Anielka - strona 180
" Na czem my będziemy spali? O! gdybym przewidziała nieszczęście, jakie nas spotkało, byłabym kazała ten dom wyporządkować, przysłałabym tu parę łóżek, stół, umywalnię... O! niepoczciwie Jaś postąpił z nami, że nic mi nie wspomniał o projekcie sprzedaży... Nawet nie wiem,..."
Anielka - strona 181
" bydłu dać jeść i koniowi, to znowu poić, w piątek czy świątek — jednakowo. Więc on se wyrzeka, że inny chłop, to choć raz na tydzień może posiedzieć, pomyśleć... — To wasz mąż tak lubi myśleć? — A ino?... on, jak rabin: gęby nie otwiera, ino myśli. Aż mu dziś..."
Anielka - strona 182
" Anielka nie odpowiedziała nic. Ją nurtował ból, którego ani wyrazy, ani łzy nie były w stanie określić. W taki sposób odbyła się instalacya wygnańców w nowem mieszkaniu. Anielka przeleżała jeszcze dzień, przysłuchując się narzekaniom matki i Józia. Na śniadanie kobieta..."
Anielka - strona 183
" wnie. — Prawda, proszę mamy; że ja nie będę zdrowszy... Pani westchnęła. — Moje dziecko, czy ja wiem ?... A może tobie istotnie spacer posłuży?... A dlaczego mama mówiła w domu, żebym nigdy nie chodził... ? — Widzisz, w domu co innego, a tu co innego... Pobiegaj sobie trochę..."
Anielka - strona 184
" czas, w miejscu zdrowem, wśród wesołego towarzystwa. Tu brakowało jednego i drugiego. Cała okolica przesiąknięta była wilgocią. Noce odznaczały się surowym chłodem, dni parnością. Przytem widok był ponury. Dokoła domu drzewa ani śladu, ani krzaków. Woda brzydka, z czarnem dnem,..."
Anielka - strona 185
" Trzeciego dnia przyjechał Szmul i przywiózł chleba, bułek, masła, szmalcu, mąki, cukru, herbaty i parę krzeseł. Witano go, jak Mesyasza. — Co tam słychać! — zawołała pani — mówże nam... — Aj! dużo słychać... Niemcy już są we wsi i będą spalony dwór przerabiać na..."
Anielka - strona 186
" rozmowę, w której Szmul zachęcał ojca do żenienia się z tą panią, po śmierci matki. Nie widząc, znienawidziła ją. — Ach, ta pani Weis!... Dzień zeszedł im nieco weselej. Wprawdzie Szmul wkrótce wyjechał, obiecując, że wróci z listem od ojca, ale za to karbowa ugotowała im..."
Anielka - strona 187
" Odtąd poczęła ją dręczyć tęsknota, nieznana jej dotychczas. Nieraz marzyła na jawie. Zdawało jej się, że jest w dawnem mieszkaniu, że wyszła z niego na spacer. Karusek biegł za nią, ale gdzieś się schował W domu czeka na nią panna Walentyna z lekcyami, matka siedzi na fotelu,..."
Anielka - strona 188
" gnijąca?... Czy nie głodzi ona roślin i zwierząt, czy nie zabiła trojga dzieci karbowych, czy nie zabije ich wszystkich?... Karusek, ledwie tu stąpił, zdechł!... Słońce, które niegdyś tak ożywiało Anielkę, rzuca światło blade; niebo też nie jest równie błękitne, jak było..."
Anielka - strona 189
" — I dla was złe, dla wszystkich złe! — odpowiedziała pani. — My, tośwa już przywykli — odparł, — Żeby tak ino miał człowiek kiedy czas odpocząć, jak się patrzy... I westchnął. — Ale! — wtrąciła Zającowa — jemu tylko o odpocznienie idzie. Jużci i nam tu..."
Anielka - strona 190
" płomyków. Niekiedy drżały, przygasały, czasem zbliżały się do siebie, podnosząc się i zniżając. Józio zaczął krzyczeć. Wylękniona matka wzięła go za rękę i pociągnęła do izby. Karbowa płakała i modliła się, a chłop siedział z głową podpartą na rękach i patrzył...."
Anielka - strona 191
" Ale sama bała się i za żadne skarby nie wyszłaby w nocy z izby. W taki sposób dni im upływały. Józio coraz śmielej jadał czarny chleb, groch i ziemniaki, często bez okrasy i coraz dalej wybiegał za folwark. Pewnego dnia przejechał się nawet na zbiedzonym koniku. Ale matka była..."
Anielka - strona 192
" — Ależ oni już chcieli się godzić! — przerwała sobie pani. "Szalony upór chłopów zmusił mnie do sprzedania majątku, ciotki w domu nie zastałem, a na listy moje odpowiedzi nie odbieram. Ma ona wrócić wkrótce, a w takim razie ty udaj się do niej; pewno więcej zrobisz, aniżeli..."
Anielka - strona 193
" Nie znam człowieka, któryby nie miał zgryzoty. Czy uwierzysz, że pani Gabryela zerwała z poczciwym Władkiem!... Gdy pomyślisz, że ja się i tem martwię, będziesz miała słaby obraz moich cierpień. Ale trudno, mam już taką naturę. "Klemens kazał ci ucałować rączki. Szlachetny..."
Anielka - strona 194
" — Co ona pisze? — spytała pani głęboko wzruszona. — Ma racyę — odezwał się Szmul — ona mi dała jakieś zawiniątko. Oto tu jest... "Bóg widzi, jakbym rada was ściągnąć do siebie, ale mam pokoik ciasny i jedno łóżko, co ledwie dla ciebie wystarczy. "Ale ty, kochana..."
Anielka - strona 195
" niebogę duży zawód, bo jej konkurent (niejaki pan Saturnin) żeni się z inną. " Resztę listu zapełniały całusy, błogosławieństwa i najusilniejsze nalegania, aby siostra przyjechała natychmiast. Biedna pani Janowa czytając to, wylewała obfite zdroje łez. Płakała i Anielka i..."
Anielka - strona 196
" ka biedna, taka chora... No, ona nie będzie miała serca nie dać państwu jakiego utrzymania. Pani złożyła ręce na kolana i kiwała smutnie głową. — Nie o mnie tu już chodzi, ale o dzieci, które w tej strasznej nędzy zdziczeją i zginą!... Mnie mało się należy... Zdrowie moje..."
Anielka - strona 197
" Gdyby je wziąć ze sobą mogła... Ale gdzież je umieści? Tu — mają choć dach nad głową i nie pomrą z głodu. Zresztą — wróci do nich za kilka dni, a może, co będzie jeszcze lepiej, zobaczy się z niemi w mieście, już spokojna o ich byt teraźniejszy i los przyszły Ach! byle..."
Anielka - strona 198
" ten czas nic nie stanie, byle tylko Pan Bóg dał, żebyście państwo wyjechali stąd prędzej, bo tu dla was złe powietrze... Około siódmej przyjechał Szmul i popasał. Matkę opanowała wielka trwoga. Sprzedaż majątku, choroba, pożar, wyjazd męża, nędza — wszystko to były..."
Anielka - strona 199
" parę godzin niebędę wiedziała, co się z niemi dzieje. O Boże! jak jest ciężko... Anielce do żalu za matką przybywało poczucie odpowiedzialności za Józia. Co ona zrobi, gdyby tam, w mieście matka potrzebowała jej pomocy?... Kwestye te rozwijały się na tle przywiązania i..."
Anielka - strona 200
" chustkę i nowe trzewiki. Pani przyjęła chustkę z podziękowaniem, ale trzewików nie chciała. Wreszcie Zając wyniósł stołek przed dom, aby pani łatwiej było wsiąść. Józio zaczął płakać. — Joseph! ne pleure pas... Któż znowu widział?... Mama niedługo wróci! —..."
Anielka - strona 201
" myśleć o rozstaniu. Patrzyła na drogę. Do lasu było jeszcze daleko. Może ta droga nigdy się nie skończy?... Szli wolno, drobnemi krokami, ociągając się. — Tu nawet jest ładnie — mówiła matka. — W lesie będziecie mogli zbierać sobie jagody, w domu bawcie się z kurkami i..."
Anielka - strona 202
" Matka tuliła głowy obojga dzieci i nagle zawołała. — Szmulu nawróć... Ja nie pojadę bez nich... Szmul zaczął perswadować. — Aj! jakie jaśnie państwo grymaśne,.. Czy to ja nie odjeżdżam od moich dzieci?... Mnie interesy całemi tygodniami trzymają za domem, nikt takich..."
Anielka - strona 203
" później stanęli oboje z Józiem, wyciągając ręce do matki. Droga przez las z początku szła prosto. Patrzyli oboje na wóz, a matka na nich. Potem Szmul skręcił. Karbowa już poszła ku domowi, karbowy został. — Chodźta panicze! — rzekł. — Pobiegajcie se po lesie i nazbierajcie..."
Anielka - strona 204
" mentarz dla Józia i jakąś stara książkę z powiastkami i poezyami dla Anielki. Oprócz tego — chleba, ciasteczek i innych drobiazgów. Mama nie pisała. Kazała tylko zawiadomić dzieci, że jest trochę zmęczona i upomnieć je, aby cierpliwie oczekiwały na jej powrót. Szmul od siebie..."
Anielka - strona 205
" cze powietrze bagnisk przy ruchu i prostych potrawach, aniżeli ciągłe siedzenie i lekarstwa w domu. Zaczął nawet nabierać cery zdrowszej. Anielka jednak była chora. Już same wyziewy tutejsze mogły podkopać jej zdrowie, a cóż dopiero, gdy z wpływem ich połączyła się tęsknota, na..."
Anielka - strona 206
" przed smutkiem. Ale mąż jej więcej obawiał się tych rumieńców, niż bladości. Józio często mówił o matce, niecierpliwił się, że nie wraca i płakał. Anielka wówczas starała się zwrócić jego uwagę na inny przedmiot, sama zaś nie wspominała przy nim o matce nigdy. Tylko..."
Anielka - strona 207
" Trudno byłoby poznać w niej owę niegdyś wesołą i szczęśliwą Anielkę. Pożółkła i schudła. Włosy drapane połamanym grzebieniem i źle splatane jeżyły się i motały. Jedyna, niegdyś lożowa sukienka, straciła barwę. Pończoszki, które jej ciotka przysłała, były za duże...."
Anielka - strona 208
" Była to pierwsza poezya dziecka. Oto, co zawierało się w niej: Żal mi domku mojego, Co stał nad sadzawką..Żal ogrodu, altanki I kasztana z ławką. Kwiatów, które mnie codzień Zapachem witały, Ptaszków, co się na obiad Do mnie zlatywały.Żal mi ich i dlategom Smutna. Czasem..."
Anielka - strona 209
" Józio siostry już nic kocha, Zamiast cieszyć — to ją smuci. Zamiast bawić się — to płacze... Nie płacz Józiu! mama wróci. Przywiezie ci pudełeczek, Ażebyś je znowu gubił; Kupi lalkę z porcelany, Którąś tak bawić się lubił. Będziem znowu wszyscy razem, Tatko już..."
Anielka - strona 210
" owiewana surowym chłodem, doczekała nocy, i wraz z nią błędnych ogni, które pląsały nad bagnem. Te wrażenia i osobiste uczucia jej odbiły się w następnych strofach: Wieje wiatr, że aż wzdychają ściany I tulą się drżące gwiazdy przy gwiazdach, Szumi las, płaczą młocie..."
Anielka - strona 211
" Od wyjazdu matki upłynęło prawie trzy tygodnie. Znikąd żadnej wiadomości. Karbowi nawet byli strwożeni, nietylko nieznanym losem pani, ale nadewszystko dolą powierzonych im dzieci. Fundusze wyczerpały się, zapasy spiżarniane dobiegały kresu i biedakom na folwarku uwięzionym groził..."
Anielka - strona 212
" — Panicz harcuje, ale panienka bardzo chora... — Chora?... O, nieszczęcie!... Cóż jej jest?... — Albo my wiemy, proszę łaski pani?... Chora tak, że z pościeli nie wstaje i tylo. Potem dodał: — Czy może pani przybywa od naszej dziedziczki?... Jak tam z nią jest, bo panienka..."
Anielka - strona 213
" — Nie, ciociu... Muszę położyć się... — odparła Anielka. — Co się dzieje z mamą?... Myśmy żadnego listu nie mieli... Ciotka, odprowadzając ją na tapczan, drżała. Ułożyła Anielkę i rozejrzała się po izbie. — Boże! jaka tu nędza... — szepnęła. A potem mówiła..."
Anielka - strona 214
" — To jest... powiem nawet, że zdrowsza aniżeli była wtedy, kiedym to tak do was wpadła... Anielka objęła ją za szyję i znowu poczęły całować się. — Moja złota, kochana ciocia! — szeptała dziewczynka. Dawno mama wyjechała? Ciotka lekko drgnęła. — Będzie... z tydzień...."
Anielka - strona 215
" Tak upłynęło im kilka godzin. Wreszcie i furka zatoczyła się przed dom. — Ciotka odjeżdża?... — krzyknęła Anielka. — Dziecino moja, muszę. Dziś chcę koniecznie stanąć u kanonika i prosić go, aby mi pozwolił wziąć was do siebie. Nie wiem, czy mi się to odrazu uda, ale..."
Anielka - strona 216
" furmana i skinęła na karbową. Ta przybiegła pędem. — Pani chce czego, ? — spytała. Ciotka popatrzyła jej w oczy. Chwilę wahała się, ale wnet usiadła mocniej na siedzeniu i wyprostowała się, jakby robiąc w duszy postanowienie. Potem odparła: — Nic... uważajcie tylko na..."
Anielka - strona 217
" chu, do kostek, do kolan, do pasa nawet, do ramion... Już nie widać nic, tylko do nóg, do piersi sunie się przejmujące zimno, powoli, szeroko... Jakim sposobem wpadła w śnieg? Nie, ona przecie nie leży w śniegu, tylko w swoim pokoju, na łóżku. Jak tu dobrze! Jest wprawdzie zimno, ale..."
Anielka - strona 218
" ło?... Zaraz... A!... "Dzieło, zaledwie rozpoczęte przez Karola Martela i Pepina, rozszerzył i dokończył Karol Wielki. Nietylko posiadał on więcej geniuszu niźli ojciec i dziad, ale okoliczności... " Okoliczności... Co to dziś mamy?... Mamy zimę. Skądże znowu? W zimie jest mróz,..."
Anielka - strona 219
" — Czy panna Walentyna... Czy panna... — No, Anielciu! — wołał Józio. — Co ty robisz?... Nie figluj tak... Ty przecie wiesz, że ja się boję... Anielka upadła na podaszkę, odwracając się od niego. — Karbowa! chodźcie no tu — wołał Józio. — Zobaczcie co Anielci jest......"
Anielka - strona 220
" — Gorączkę ma panienka — rzekła karbowa. — Pali panuncię we środku?... — Pali. — I trzęsie?... — Trzęsie. — Pić się panunci chce?... — O, pić!... pić !... dajcie pić!... Prawda, zapomniałam, że mi się pić chce... — odparła Anielka. Józio wybiegł do sieni i..."
Anielka - strona 221
" studni. Zbutwiała, zieloną, pleśnią okryta cembrowina tak niewysoko wznosiła się nad ziemię, że chłopczyk mógł zajrzeć do wnętrza. Zobaczył taflę wody podobną do czarnego lustra, a w niem swój wizerunek jakby w ramy ujęty, na tle pogodnego nieba, które w głębi zdawało się..."
Anielka - strona 222
" Chwilami wiedziała gdzie jest, patrzyła na karbową, krzątającą się około komina i słyszała żwawe gulgotanie gotującego się krupniku. Potem, zdawało się jej, że chodzi po cienistym lesie, po mchu ciemno-zielonym i miękkim i że niewiadomo skąd dolatuje ją zapach malin. To znowu..."
Anielka - strona 223
" Kobieta pokiwała głową. — Czekaj, panunciu, przyrządzę ci lekarstwa. Zaraz złe odejdzie. Ledwie znikła w sieni, Anielka zapomniała o niej i znowu wpadła w gorączkowe marzenie. Teraz już nie przedstawiał się jej żaden przedmiot wyraźny, tylko jakieś pole równe, gładkie i..."
Anielka - strona 224
" Włożywszy chleb i nakrywszy dziewczynkę zniszczoną kołdrą, karbowa zapytała: — Cóż nie lepiej ci, panunciu? Anielka chciała odpowiedzieć, że jest jej zupełnie dobrze, lecz zamiast tego wyszeptała kilka niewyraźnych dźwięków. Wówczas karbowa zapaliła gromnicę, nakapała..."
Anielka - strona 225
" ROZDZIAÅ? XVII. POMOC NADCHODZI. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Karbowy szedÅ‚ na poÅ‚udnie do chaty, myÅ›lÄ…c, że zboże w tym roku obrodzi w sÅ‚omÄ™, ale nie wyda ziarna, gdy w tem doleciaÅ‚ go z lasu szczególny Å‚oskot. CoÅ›..."
Anielka - strona 226
" W pewnej odległości za ekwipażem, toczyła się wygodna bryczka, w której siedział tylko furman. Karbowy przetarł oczy, sądząc, że zaczyna mu się mieszać w głowie. Jak świat światem, nic podobnego nie widziano na tej grobelce. — Czyby jaśnie pan z jaśnie panią przyjeżdżali..."
Anielka - strona 227
" Pan zeskoczył z kozła i otworzywszy drzwiczki pomógł pani wysiąść z powozu. Potem cofnął się na bok, a ponieważ droga była pełna wybojów i kijów, idąc za panią podpierał jej łokieć trzema palcami i mówił: — Jaśnie pani pozwoli na prawo... Jaśnie pani raczy stąpić na..."
Anielka - strona 228
" — Nie wiesz, czy mówiła co dzieciom o matce?... — Mówiła, że matka, niby nasza dziedziczka, pojechała do Warszawy. — A!... I nie więcej?... — Jeszcze, że się kazała kłaniać i że niedługo zabierze ich od tela... — AL. Pani poszła dalej ku folwarkowi, a pan za nią —..."
Anielka - strona 229
" żej rozszerzająca się nagle. On sam miał głowę jak dynię, umieszczoną poniżej nóg krótkich jak palce przy grabiach. Gdy rękę w stronę powozu wyciągnął, to rosła ma jak ciasto na drożdżach i całą jego figurę zasłoniła. — Nieczysty interes! — myślał karbowy,..."
Anielka - strona 230
" — Anielciu! — powtórzyła dama. Dziewczynka uśmiechnęła się, ale milczała. — Ma gorączkę... gada od rzeczy... — szepnęła karbowa. Dama, spostrzegłszy w garnuszku wodę, umoczyła w niej batystową chusteczkę i natarła czoło i skronie Anielki. Potem złożyła płatek w..."
Anielka - strona 231
" poraz drugi maczaną chustką owinęła jej główkę, a potem wyszła do sieni. — Krzysztofie — rzekła do onego co był z pańska ubrany — jedź natychmiast do domu bryczką,. — Słucham jaśnie pani. — Każ w salonie od ogrodu ustawić na środku łóżko... Poślij po doktora do..."
Anielka - strona 232
" sownością obsługiwania chorych. Potem usiadła przy tapczanie i z rzewnem uczuciem wpatrywała się w oblicze dziecka. — Jak ona podobna do niego — mówiła sobie. — Te same usta... Ta krew... Biedny człowiek! muszę mu wynagrodzić wszystko, co dziś cierpi... I w wyobraźni swój..."
Anielka - strona 233
" — Ma też nasza pani za kim się rozbijać, ale za takim dziedzicem! — rzekł furman, wskazując brodą na oborę. Krzysztof odparł po namyśle: — Jest on co prawda w złych interesach... no!... Ale nazwisko, stosunki, szyk... — Może? — To pan z panów!... Książęce znalezienie..."
Anielka - strona 234
" — A jak naprawdę padną? — spytał frant furman. — Kiedy ja mówie, że mogą szkapy paść, to już muszę w tem mieć swoje powody — odparł pan Krzysztof dumnie. Trzymając nogę na stopniu zapiął rękawiczkę potem ugiął paltota, siadł, poprawił się i głęboko odetchnął...."
Anielka - strona 235
" nadewszystko jednak chciał zapoznać się bliżej z powozem. Wpadł na podwórze, obdarty i zaczerwieniony — i — nie pytając nikogo o pozwolenie — począł wdrapywać się na kozioł. — A co to mały?... krzyknął stangret. — Ja chcę się przejechać — odpowiedział Józio,..."
Anielka - strona 236
" — Ja?... — odparła dama z uśmiechem i zakłopotaniem. — Ja jestem wasza... krewna. I znowu ucałowała go. Józiowi podobał się ekwipaż, stangret w liberyi i elegancki ubiór pani. Witał ją jak dobrą znajomę z niewidzianym u niego zapałem. — Pani jest nasza krewna ? — pytał...."
Anielka - strona 237
" patrywała się jej garderobie, w części składającej się z bielizny źle upranej, w części — z łachmanów. Gdy dzieci były już gotowe do podróży, bo Józio nic nie potrzebował zmieniać w swej odzieży, pani zawiadomiła karbowe, że — musi z niemi jechać. — Przebierz się..."
Anielka - strona 238
" — We Wólce?... to tam niby w pałacu?... — spytał chłop. — Tak, w pałacu. — No — ale jakże ja tu sam zostanę?... Niech się jaśnie pani zlitują... Dama wydobyła portmonetę. — Masz tu, człowieku pięć rubli. Żonie dam dwadzieścia... dani i więcej wreszcie, byle..."
Anielka - strona 239
" Anielkę w objęcia jak małe dziecko i ułożyła ją w rogu siedzenia, sama zajmując miejsce na przodzie. Obok Anielki usiadła dama, a Józio już był na koźle. Powóz ruszył noga za nogą. — Bądź zdrów, mój człowieku!— rzekła pani do karbowego, który wyglądał, jak skazaniec...."
Anielka - strona 240
" — No, mój człowieku — rzekła — jeżeli masz tak rozpaczać po żonie, to już lepiej, nie czekając na nią, przyjdź sam do Wólki... — A kiej przyjść, jaśnie pani?... — spytał. — Kiedy zechcesz. Pozwolenie to tak dalece uspokoiło chłopa, że tylko pogroził żonie..."
Anielka - strona 241
" Przymknęła oczy, ale wtedy zdawało jej się, że powóz nagle staje. Spojrzała — znowu jadą i tylko ktoś z poza konarów zagląda do niej ciekawie. Kto to?... Co to?... Jakieś mnóstwo widziadeł niemających kształtów ani barwy, cichych, rojących się. Podróż ciągnęła się bez..."
Anielka - strona 242
" ROZDZIAÅ? XVIII. POD TROSKLIWÄ„ OPIEKÄ„. W obszernym pokoju, na fotelu skórÄ… obitym, siedzi pan Dragonowicz, powiatowy lekarz, a obok, na taburecie, pani Wichrzycka, poufna tej damy, która zabraÅ‚a do siebie AnielkÄ™ i Józia. Doktór Dragonowicz jest nizki, dobrze zakonserwowany i..."
Anielka - strona 243
" może, bo przecie pamiętam jak mnie pan dobrodziej na to nieszczęśliwe ucho trafnie leczył. Ale cóż — uparła się!... — Czy ja mam, panie konsyliarzu, brać dalej te pigułki? — Trzeba! trzeba! — mruknął doktór. — Od czasu, jak kolej zaprowadzili, wszystkim się przewróciło..."
Anielka - strona 244
" któr i ukłonił się po raz drugi, ale tak stanowczo, że dama uznała już za niezbędne wyjść z pokoju. — Pan dobrodziej przybywa z Warszawy? — spytał Dragonowicz, splótłszy palce rąk i patrząc przez ramie na szatyna. — Czy i tam panuje taka susza jak u nas?... Wywzajemniając..."
Anielka - strona 245
" płuc nie stawiasz baniek?... — zawołał Dragonowicz. — A to coś nowego słyszę! I począł się śmiać, zacierając ręce. — Tu niema zapalenia płuc... — Jakto niema?... A co mówi lewe płuco... — Lewe nic nie mówi. Prawe jest cokolwiek zajęte... — Jakto prawe?... —..."
Anielka - strona 246
" chorych mlekiem i świeżem powietrzem... Znam tych panów! Posłałem im raz pacyenta z palpitacjami, a oni powiedzieli, że to katar żołądka, wynaleziony także przez nich. Cha! cha!... katar żołądka... Szkoda, że mu nie zapisali tabaki, ażeby się wykichał!... Teraz szatyn zerwał..."
Anielka - strona 247
" spokój!... Jak tu parno w pokoju... Acidum carbolicum crisialisatum?... Na nic... Gorączka... Acidum salicilicum? Do czego!... Tak nurzając się w odmętach farmakopei, młody lekarz szukał coraz to nowych środków. Już... już chwytał jakiś oryginalny, a całkiem skuteczny sposób..."
Anielka - strona 248
" bo podłoga ślizka jak lud i nim Zającowa krok zrobi, już ją złapią, naturalnie ci, którzy łapać zechcą. Anielka po większej części leżała spokojnie, z zamkniętemi oczyma, odurzona. Po wielkich wstrząśnieniach opanowała ją teraz senność i apatya. Gorączkowe obrazy..."
Anielka - strona 249
" Milczenie. — Co to tak płynie za oknem? — To drzewa, panunciu, w ogrodzie szelepią. — A!... Jak tam musi być ładnie... A mnie tak nudno, ja taka chora... — Niech się panienka nie boi, będzie zdrowa! Już był tu drugi doktór pono z Warszawy. Obejrzał panienkę (aż koszule para..."
Anielka - strona 250
" Za ogrodem rozległ się powolny turkot bryczki, po bitej drodze i — ciężki stęp koni. — Ktoś jedzie!... Orzeźwiło to karbowe, że w swojej kłopotliwej ciemnicy słyszy przynajmniej jakieś odgłosy, które przypominają jej, iż po za obrębem pałacu istnieje świat, a na nim..."
Anielka - strona 251
" ten z całym dobytkiem folwarcznym jedzie do państwa. — Wiem... jego żona pilnuje chorą Anielcię — przerwała Wichrzycka — bardzo ordynaryjna kobieta, którą, gdyby nie opór pani baronowej... — Baronowa? — pomyślała ciotka, a potem rzekła głośno. — Chciałabym widzieć..."
Anielka - strona 252
" Andzi. Podniosła się jednak szybko z kanapy i złożyła wchodzącej głęboki ukłon. Baronowa serdecznie ścisnęła ją za rękę. — Pani jest ciotką Anielci i Józia? — spytała. — Tak — odparła przybyła. — Siądźmy, proszę... Pani jest blizką krewną biednej?... Ciocia..."
Anielka - strona 253
" słowa. Majątku nie mam już oddawna, ale praca moja wystarczy nam, a poczciwy kanonik... — Pani zdaje się nie wiedzieć o tem, że mnie pan Jan upoważni! do przywiezienia dzieci tutaj. Przeczyta pani list. Zresztą on sam za parę dni przyjedzie... Ale choćby nawet pan Jan nie nadał tych..."
Anielka - strona 254
" za... za szczerą przyjaciółkę. Zresztą pani wie, że niema w kraju dwóch rodzic, któreby nie były spowinowacone ze sobą. My wszyscy jesteśmy krewni.... Ciotka zdziwiona i wzruszona — uległa. Napisała do kanonika, prosząc go o urlop na parę dni, a następnie udała się do pokoju..."
Anielka - strona 255
" Kobieta wyszła ślizgając się na posadzce i ledwie trafiła do sieni. — Toci pałac o Jezu! i za tydzień by go nie obszedł po wszystkich kątach... — szeptała. Gdy zostały obie z ciotką, Anielka otworzyła oczy. — Ciociu, ja chcę usiąść. Ciotka uniosła ją i oparła na..."
Anielka - strona 256
" — Kiedy ja się nie boję. tylko... Ja nie wiem, jak się, to umiera i dlatego... tak mi smutno... Skrzypnęły drzwi i na posadzkę upadła szeroka smuga światła. Weszła pani baronowa, trzymając Józia za rękę. — Pata Anielciu! — krzyknął chłopiec — jak ja jestem ubrany... Mam..."
Anielka - strona 257
" ścił skrzynię i przyodziewek, a z tyłu przyczepił konia i krowę. Osobliwy ten kram parobcy przywitali starodawnem: "Pochwalony!'' dworscy lokaje szyderczemi śmiechami, a karbowa okrzykiem radości. Z rozkrzyżowanemi rękoma wybiegła baba naprzeciw męża, ale Zając przyjął ją..."
Anielka - strona 258
" żonie. A że żona siedzi w pałacu, wiec i on w pałacu. Więc i koń, krowa, dwa woły... Nie rozwiązałaby tej zagadki karbowa, gdyby nie zjawił się Szmul w biedce. Wychodźcy z folwarku powitali go jak Mesyasza i prosili o radę. Żyd nic im nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się...."
Anielka - strona 259
" W parę godzin obmierzła mu Wólka wraz z pałacem, pięknemi budowlami i wielkim ogrodem tak, że rady sobie dać nie mógł. — Co tu za życie? — mówił do siebie. — U nas — to dopiero raj!... Wybrał się do karczmy i tam on, człek od urodzenia trzeźwy, pierwszy raz w życiu..."
Anielka - strona 260
" Dociągnął do obory i zwalił się na kupę słomy. Jakie tu spanie chrześciańskie... We śnie zdawało: mu się, że go ktoś targa za ramię. — Kuba! Kuba!... ocknijże się... — Byś ksy! ksy!... — odmruknął machinalnie Zając. — A tożeś ty pijany bestyo... Kuba!... — Daj mi..."
Anielka - strona 261
" — Kochany kolego! — rzekł — mam tyle lat, ile potrzeba do stu obserwacyj zapalenia płuc... Zerwał się i Dragonowicz. — Mało mnie pańskie obserwacye obchodzą — krzyknął, wstrząsając ręką. — A gdzie pan uniwersytet kończył ?... Szatyn włożył ręce w kieszeń. — Nie..."
Anielka - strona 262
" nowicza nie wymaga satysfakcyi z bronią w ręku ? A w takim razie: Czy w okolicy znajdzie się dostateczna liczba sekundantów. Na drugi dzień obaj przeciwnicy byli bladzi i jedli śniadanie bez apetytu. Każdy znajdował się pod wpływem bardzo energicznych i niezależnie powziętych..."
Anielka - strona 263
" — Ja w restauracyach nie przesiadywałem — odparł z godnością — a tamtego pana spotykałem w takich towarzystwach, w jakich pan doktór — nie bywa!... To powiedziawszy, odszedł bez pożegnania, a następnie oświadczył pani baronowej, że stary doktor jest źle wychowany i, że on,..."
Anielka - strona 264
" pniowe zwolnienie rozwoju choroby i upadku sił, no — a potem wyzdrowienie. — Czy wypada przyśpieszyć powrót ojca chorej? pytała dama. — Nie zaszkodzi. Może to nawet wywrzeć pewien korzystny wpływ na system nerwowy. — A arendarz z ich majątku czy może odwiedzić chorą?... To..."
Anielka - strona 265
" — Czy to od zarazy? — spytał kręcąc nosem. — Od zarazy. Wyszli. W sieni spotkał ich kamerdyner, Krzysztof, który obejrzał arendarza od stóp do głów i zapytał: — Cóż pan Szumi dziś uperfumowany?... — To tak pani Wichrzycka... — odparł Szmul. W dalszych pokojach zetknęli..."
Anielka - strona 266
" Dziewczynka uśmiechnęła się. — Gdzie jest Szmul? — zapytała. — Ja tu jestem — odparł, chowając się za Wichrzycką. — Aha! Jak się macie Szmulu?... Nie przywieźliście mi ani razu listu od mamy... Ja nie wiem nawet, gdzie jest mama i co się z nią dzieje. W tej chwili ciotka..."
Anielka - strona 267
" Wichrzycka ze śmiechem powiedziała, jako wstydzi się tego, że został uperfumowany, a ciotka Andzia potakiwała jej. Lecz Anielki nie można było uspokoić. Od tej chwili mówiła wciąż, że jest śmiertelnie chora i że mama musi być także chora. — Już ja pewnie umrę, ciociu —..."
Anielka - strona 268
" Jana, ażeby nie zwłóczył z powrotem i poczęła wypytywać doktora, czy tak straszna ceremonia nie pogorszy choroby dziecka. — I — nie! — odparł. — Podobny akt może nawet zbawiennie oddziałać na jej system nerwowy, jeżeli chora sama sobie życzy. — A jakiż jest stan jej, czy..."
Anielka - strona 269
" Ciotka Andzia dostrzegła, że Anielka jest spokojniejsza i wcale nie majaczy. Doniosła jej więc, że lada chwila przyjedzie ojciec. — Tak... A to dobrze! — odparła Anielka. Przed spowiedzią lekarz zbadał jeszcze raz chorą, zmierzył temperaturę i zamyślił się. Następnie kazał..."
Anielka - strona 270
" boszcz w białej komeżce. Anielkę nagły strach ogarnął. — Czy to już ksiądz przyszedł? — zawołała. — O, jakże ja się boję!... Dlaczego tu tak ciemno... Jak tu ciemno!... — Oczy cię bolały i dlatego doktor kazał przymknąć żaluzye — szeptała ciotka. — Już mnie nie..."
Anielka - strona 271
" raz na rok spowiadać się. A na mszy świętej bywałaś każdej niedzieli? — Nie. — Więc zapewne modliłaś się w domu? — Nie zawsze — odparła Anielka, spuszczając oczy. — Czasami biegałam po ogrodzie i bawiłam się z Karuskiem. — Można się bawić w święta, ale zawsze..."
Anielka - strona 272
" — Posiłam go, żeby córki swej nie bił... Ona taka mała... — Aha!... Moje dziecko... moje dziecko... To dobrze, żeś prosiła, ale rodziców zawsze słuchać potrzeba... A nie wzywałaś kiedy imienia boskiego nadaremnie?... — Tak. — Doprawdy? — rzekł proboszcz. — I z..."
Anielka - strona 273
" Ale kareta wyprzedziła go znakomicie. Ledwie stanęła przed gankiem, wyskoczył z niej pan Jan, serdecznie powitał gospodynię domu, która wyszła na jego spotkanie i zażądał, aby go natychmiast zaprowadzono do córki. — W tej chwili ksiądz od niej wyszedł! — ostrzegła go baronowa...."
Anielka - strona 274
" Teraz Anielka zaczęła przypatrywać się ojcu uważniej — i przy kołnierzu czarnego surduta dostrzegła dwie białe tasiemki. — Co to — żałoba?... — zapytała, drżąc — Po kim tatko w żałobie?... Nagle błysnęła jej jakaś myśl. — Mama nie żyje!... — krzyknęła,..."
Anielka - strona 275
" Dzięki tajemnej interwencyi Szmula, pan Jan prawie nie mógł długów zaciągać, a że i sąsiedzi nie bardzo chętnie podejmowali go, zasiedział się w domu żony — i — począł tyć. Józia pieści macocha, lecz pomimo to ujęła wychowanie jego w pewne karby. Rośnie więc chłopak na..."