Anioł ziemi : srebrny śpiew - strona 25
Dzieci mu u nóg uklękły ciche i smutno patrzące,
A on je żegnał uśmiechem, oni go łzami żegnali.
"Teraz mi krater podajcie srebrny trucizna, napełnion."
Strażnik więzienny mu podał, starzec go uniósł do góry
I śmiało w niebo spojrzawszy, brzegów złoconych się dotknął,
Wszyscy milczeli okropnie, on pierwszy przerwał milczenie:
Tak mało chwil nam zostaje, użyjmy jeszcze ich ciągu,
Gdy ginie miłość czyniący, nie wierzcie nigdy że ginie;
Przyszłość go większym narodzi, a gdy go znowu zabiją,
I ile razy śmierć przejdzie, tyle kroć większym się stanie,
A w końcu on ich ogarnie swoją- wielkością i męką.
Złóżcie mnie mili uczniowie i twarz otrzyjcie
chlamydą, Czuję już bowiem chłód śmierci, ten chłód
gdy przyjdzie do serca, Wtedy już od was odejdę — i starzec spoczął
na łożu.
A on je żegnał uśmiechem, oni go łzami żegnali.
"Teraz mi krater podajcie srebrny trucizna, napełnion."
Strażnik więzienny mu podał, starzec go uniósł do góry
I śmiało w niebo spojrzawszy, brzegów złoconych się dotknął,
Wszyscy milczeli okropnie, on pierwszy przerwał milczenie:
Tak mało chwil nam zostaje, użyjmy jeszcze ich ciągu,
Gdy ginie miłość czyniący, nie wierzcie nigdy że ginie;
Przyszłość go większym narodzi, a gdy go znowu zabiją,
I ile razy śmierć przejdzie, tyle kroć większym się stanie,
A w końcu on ich ogarnie swoją- wielkością i męką.
Złóżcie mnie mili uczniowie i twarz otrzyjcie
chlamydą, Czuję już bowiem chłód śmierci, ten chłód
gdy przyjdzie do serca, Wtedy już od was odejdę — i starzec spoczął
na łożu.