www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 31
Buteleczki nie próżne, użyjem do sytu:
Bogu dzięki że państwu brakło apetytu.
 
ANDRZEJ.
Jakto? I nikt nie przyjdzie tego tu pochować?
 
JAN.
A niechże Bóg zachowa! No, proszę skosztować.
 
ANDRZEJ.
Ho, ho, to u was panie jest inny porządek!
A to się mnie podoba, to mi jest rozsądek!
To już wiesz przecie bratku, że u hrabiów służysz.
 
JAN.
U was czy nie tak samo?

ANDRZEJ.
Panie Janie, bzdurzysz!
Pies niema co wylizać, wszystko pochowają,
Resztki obiadu, wina, do kupy zlewają.

JAN.
To haniebnie, jak widzę jest u was do czarta!

ANDRZEJ.
Możesz myśleć co taka panie służba warta.
Prawda, że płacą dobrze i na zawołanie.
 
JAN.
Z tem to u nas przeciwnie. Czy boskie skaranie?
Gdy prosisz o zasługi nigdy grosza niema.

ANDRZEJ.
No, państwo niby szumne, tak się to nadyma,
A kieszenie golutkie. U nas bo inaczej,
Człek niczego nie liźnie, ani się uraczy,
Ale chleba dostatek! Nie zgorzej, nie zgorzej,
Żona, dzieci w wygodach, dobytek się mnoży.

JAN  (wzdychając).
U nas pożal Się Boże!
(wskazując na galony).
Człowiek złotem świeci,
Za to żona bez sukni i w łachmanach dzieci.
Mam ci rewers to prawda, lecz kiedy dostanę,
Mnie zda się że to państwo
(dmucha) w puch będzie rozwiani'!
 
ANDRZEJ.
Nie kłopocz się braciszku, toć pańskie ostatki
Są lepsze niż szlachcica zwyczajne dostatki!
Stare przysłowie uczy.