www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 32
JAN.
Daj Boże! Daj Boże!
 
ANDRZEJ.
Odbierzesz swą należność jak Bóg dopomoże,
Bo ja coś kombinuję i pewno nie zbłądzę;
Edward poślubi Andzię i będą pieniądze !

JAN  (podnosząc kielich).
Wypić panie kochany na szczęście się godzi!
Niech twe słowa się sprawdzą! Wiwat państwo młodzi!
 
ANDRZEJ.
Wiwat należność twoja! Kupisz folwark bratku,
Będziesz sobie szlachcicem, hrabią na ostatku:
Ja do śmierci już będę w liberyi chodził,
Bo mi z tem najdogodniej, bom się do niej zrodził.
Panisko nasze nie złe, choć każe pracować,
Sam utyka i nie da nikomu próżnować.
 
JAN.
Co mi w żaden się sposób nie chce w głowie zmieścić,
Jako hrabia tak wielki może się bezcześcić
Pracą, po ekonomsku. Może rano wstaje?
 
ANDRZEJ.
Jakże? Staroszlacheckie u nas obyczaje,
Śniadanie jest o siódmej.

JAN.
No proszę, no proszę,
Ja sam o tej godzinie ledwo się podnoszę.
O południu śniadanie, obiad o tej porze,
Tak bywa na hrabiowskim każdym wielkim dworze.
Wytłumacz mi przyczynę mój panie Andrzeju,
Przecież w głowie hrabiemu nie braknie oleju,
Nie z chudych też pachołków, ale jest pan z panów:
Czemuż żyje opacznie? Tylko się zastanów!

ANDRZEJ.
Dużoby o tem gadać; hrabia rzecz wykłada,
Jako czasy są inne, pracować wypada
Każdemu, czy bogaty, czyli też ubogi,
Że świat cały na takie teraz wchodzi drogi;
Że tylko w jednej Polsce równe jest próżniactwo,
A z tego bieda, głupstwo i wszelkie łajdactwo.