www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 41
Nie słuszne, utrzymujesz, me zarzuty były?
 
STANISÅ?AW.
Jeślim hrabio zawinił, to zbytkiem pokory.
Nie marzyłem by moje chęci się ziściły.
Widząc że tutaj bóstwem próżność i pozory,
Czyż mogłem ja wystąpić w konkurentów rzędzie?
Ukrywałem mą miłość bom chciał milczeć wiecznie.
Nie wiedząc że me serce wzajemność zdobędzie!

HRABIA.
Pierwszy zarzut odbiłeś dobrze, dostatecznie.
Ale czując nierówność, po coż po nią sięgasz?
W rodzinie miłość bratnią i zgodę rozprzęgasz!

STANISÅ?AW (Å›miaÅ‚o).
W
obec Boga, sumienia, niemasz nierówności!
Czyż warto się poświęcać dla takiej miłości
Bratniej, co za podmuchem lada siÄ™ rozwiewa?
Znane mi do oporu tajemne pobudki:
Oto interes własny, wyznam bez ogródki,
W płaszczyk rodowej dumy chytrze się odziewa;
Wszak zawsze tak bywało od początku świata?

HRABIA.
Wybornego znalazłeś w sobie adwokata!
Dzielny chłopiec jest z ciebie i arcy wymowny!
Gdyby na mnie zawisło, dałbym ci dziewczynę;
Lecz inaczej wystąpić mam słuszną przyczynę:
Oddaj siÄ™ zatem lepiej na sÄ…d polubowny.

STANISÅ?AW
(rzucając mu się w objęcia)
Panu jak ojcu, ślepo me losy powierzam.
 
EDWARD.
Hrabio, oczom i uszom własnym nie dowierzam.
Jakże można tak hrabio?...

HRABIA (trzymając rękę Stanisława).
Prosiłem Edwardzie,
Byś nie mięszał się w sprawę. Zbyt jesteś gorący,
Ludzi i ich uczucia nadto masz w pogardzie;
Twój głos zamiast łagodzić staje się drażniący:
Nie potrzeba słów wiele, rzecz sama przemawia,
Bo Wszakżeż Anna swoją miłość wam wyjawia?
Wiem, światby mię potępił, wyrzucał przez wieki,
Gdyby za mąż w ten sposób szła z pod mej opieki.