www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 58
Strwożeni, przepisują podróż na Południe:
Wszyscy jechać nie możem. Pani wie jak nudnie
Poplątani jesteśmy w różne interessy
Grożące nam upadkiem, zawile processy.
Więc sami państwo młodzi od domu odjadą,
Ja zostanę w kłopotach. Za lekarzy radą
Projekta te spełniono.

DAMA.
I bardzo loiczne;
Jakby kosą podcięte to kwiecie prześliczne,
Pod cudnem włoskiem niebem swą świeżość odzyska.
 
HRABINA.
Po dniach chmurnych zazwyczaj pogoda zabłyska,
I mnie nadzieja cieszy; chociaż z pewną trwogą,
Patrzę na przyszłość syna. Jakżeż to złowrogo,
Młodemu człowiekowi wybrać suchotnicę,
Którą wozić potrzeba zaraz za granicę
Dla odzyskania zdrowia. Ale tą ofiarą
Trzeba biedną ratować! A Bóg równą miarą
Może chęci nadgrodzi; czas próby ukróci,
Ochroni od wypadku i zdrową powróci.

DAMA.
Pan Bóg szlachetność państwa z pewnością nagrodzi.
(Idą ku damom, nowo przybyła wita się i siada obok, Helena odchodzi).

DAMA  (do sąsiadki)
Pod jakże smutną wróżbą ślub się ten obchodzi?

SĄSIADKA
.
Widziałaś narzeczoną? Jak trupek wygląda.

DAMA.
Podobno jest nie dobrze, i sam lekarz żąda
By ją do Włoch wywieźli. Lecz z Edwarda strony
Pięknie że się poświęca!
 
SĄSIADKA
  (śmiejąc się).
Tak więc ustrojony
Czyn bezecny w istocie. Ty wierzysz w szczerości
Że robią z poświęcenia, serca szlachetności,
Tę ofiarę? Pieniądze to główne sprężyny!
Dla nich życie skrócili nieszczęsnej dziewczyny!
Ciebie łatwo jak widzę wyprowadzić w pole,
Ja bo prawdę wyczytam każdemu na czole.
Hrabina o ofiarach dziwy mi gadała,
Jam słuchając z przejęciem w duszy się naśmiała.