www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 63
W twoich rysach wyryte straszne opowieści.
(drugą ręką chwytając się za głowę)
Boże daj, bym nie szalał! Nie wściekł się z boleści.

P. WOJSÅ?AWSKA  (zbliżajÄ…c siÄ™)
Wszak już pan oszalałeś! Pozwól ją, ratować!
 
ANNA
(otwierajÄ…c oczy).
A, ty przy mnie? O Boże!... Potrafisz darować?
(Jeden z obecnych przysuwa fotel, Stanisław sadza ją i klęka pruj nogach; Anna powoli bierze jego rękę i przyciska do ust).
Przebaczyłeś mój drogi? — Bóg ci wynagrodzi,
Za tę pociechę... może... Życie twe osłodzi...
Poźniej... w przyszłości może...
 
STANISÅ?AW
(łkając).
Boleść słowa dławi...
Anno!... Andziu najdroższa...
 
ANNA.
Niech Bóg błogosławi
Twoje szlachetne Serce! (z
trudnością zrzuca welon)
Ach to ślubne stroje!
Weźcie je... bo zdradzają ciężkie zbrodnie moje!
Nie dochowałam wiary... złamałam przysięgi...
Weźcie i białe kwiaty... i te strojne wstęgi...

STANISÅ?AW.
Anno, nie twoja wina lecz tych!...

ANNA.
O, jedyny!
Nie składajmy na drugich swojej własnej winy!
Bo duma obrażona... Twe długie milczenie,
I... obudziło we mnie przykre podejrzenie;
Niestałość z twojej strony. Fatalne pozory!
 
STANISÅ?AW.
Przecież nogę złamałem, byłem bardzo chory,
Zmuszony w łóżku leżeć!

ANNA  (zdziwiona).
O tem nie wiedziałam.

STANISÅ?AW.
Pisałem z dziesięć listów.

ANNA
(z pognębieniem)
Tych nie odebrałam.