Anna : dramat w IVch aktach - strona 66
Nie mów tak jeśli nie chcesz bym z bólu oszalał!
ANNA.
Będę prosić, by Pan Bóg złe myśli oddalał
Od was; gdy mię nie będzie, mój duch będzie z wami:
My nie rzÄ…dzim zaprawdÄ™, naszemi losami!
Ginącego nie możem zatrzymać oddechu...
Zkąd wziąść życia gdy zbraknie? Kończę więc w pośpiechu.
Jeśli umrę, me mienie zabierzcie: w połowie
Edward, Stanisław w drugiej (do przytomnych).
Słyszycie panowie?
Spuściznę mą rozdzielcie jak trochę opłatka.
Edwardzie, niechaj w nędzy nie umiera matka!
Zabezpieczyć jej przyszłość, niech twą usilnością
Będzie! (do Stanisława)
A ty ich wspieraj nauką, zdolnością.
Uczynisz to? Nie prawdaż? Pisz panie rejencie
(z uśmiechem).
Nie w intercyzÄ™ teraz, ale w testamencie...
HRABIA.
Dobrze, ja dopilnujÄ™; wreszcie spocznij sobie
W łóżku.
ANNA.
(cicho).
Dosyć odpocznę... potem, potem... w grobie.
STANISÅ?AW.
Po co tak mówisz? Droga, ty musisz być zdrową,
Jesteś słabą, lecz szczęście do sil cię przywróci.
Wszechmocny wstrzyma gromy wiszące nad głową,
ANNA.
Będę prosić, by Pan Bóg złe myśli oddalał
Od was; gdy mię nie będzie, mój duch będzie z wami:
My nie rzÄ…dzim zaprawdÄ™, naszemi losami!
Ginącego nie możem zatrzymać oddechu...
Zkąd wziąść życia gdy zbraknie? Kończę więc w pośpiechu.
Jeśli umrę, me mienie zabierzcie: w połowie
Edward, Stanisław w drugiej (do przytomnych).
Słyszycie panowie?
Spuściznę mą rozdzielcie jak trochę opłatka.
Edwardzie, niechaj w nędzy nie umiera matka!
Zabezpieczyć jej przyszłość, niech twą usilnością
Będzie! (do Stanisława)
A ty ich wspieraj nauką, zdolnością.
Uczynisz to? Nie prawdaż? Pisz panie rejencie
(z uśmiechem).
Nie w intercyzÄ™ teraz, ale w testamencie...
HRABIA.
Dobrze, ja dopilnujÄ™; wreszcie spocznij sobie
W łóżku.
ANNA.
(cicho).
Dosyć odpocznę... potem, potem... w grobie.
STANISÅ?AW.
Po co tak mówisz? Droga, ty musisz być zdrową,
Jesteś słabą, lecz szczęście do sil cię przywróci.
Wszechmocny wstrzyma gromy wiszące nad głową,
Nic nam, nic nam pokoju odtąd nie zakłóci!
Czemuż z bladym uśmiechem odpychasz nadzieję?
ANNA.
Czy słyszysz jak szyderczo wicher się z nas śmieje?
Zimno... Zamknijcie okno... przejęły mnie dreszcze.
HRABINA (okrywa jÄ… szalem).
Dobrze żeś przyszła ciociu, z tobą się popieszczę.
(HRABINA całując ją).
Biedne, kochane dziecię, wszystko będziem łożyć,
Byś mogła przyjść do zdrowia i późnych lat dożyć.
Pojedziem wszyscy do Włoch: ja i twój wybrany.
ANNA (biorąc kwiat mirtowy z wieńca).
Ach! biedny ten kwiateczek z krzaka oderwany,
Czemuż z bladym uśmiechem odpychasz nadzieję?
ANNA.
Czy słyszysz jak szyderczo wicher się z nas śmieje?
Zimno... Zamknijcie okno... przejęły mnie dreszcze.
HRABINA (okrywa jÄ… szalem).
Dobrze żeś przyszła ciociu, z tobą się popieszczę.
(HRABINA całując ją).
Biedne, kochane dziecię, wszystko będziem łożyć,
Byś mogła przyjść do zdrowia i późnych lat dożyć.
Pojedziem wszyscy do Włoch: ja i twój wybrany.
ANNA (biorąc kwiat mirtowy z wieńca).
Ach! biedny ten kwiateczek z krzaka oderwany,