www.charis.pl

Anna : dramat w IVch aktach - strona 8
HRABINA (biorąc jego rękę).
Pan naszym przyjacielem. W tobie ufność całą
Położyłam jak w bracie. Powiadam za mało:
Jak w ojcu, opiekunie. Lecz nietylko włości,
Panu chętnie powierzam i serca skrytości.
Panu opowiem względy, dla których nie mogę
Na wskazaną przez ciebie wstąpić teraz drogę.
Zechciej pan mię rozumieć, właściwie ocenić:
Edward, powinien, panie, spiesznie się ożenić.
Czyż sprzedażą, majątku mam drogę zagrodzić
Do szczęścia mego syna?

STANISÅ?AW
(do siebie).
Lepiej ludzi zwodzić!
Zaprawdę, to loika, to pańskość szlachetna!

HRABINA.
I to w chwili tej właśnie, gdy karyera świetna
Sama się doń uśmiecha; gdy się tylko schylić
Potrzeba, by skarb podnieść.

STANISÅ?AW.
Musiałem się mylić
W rachubie, bez tych planów. Tak, posagiem żony
Może łatwo majątek zostać oczyszczony:
Rzecz inna, wcale inna.
 
HRABINA.
Niech mi pan da słowo
Że nie powiesz nikomu. Mamy rzecz gotową...
Przyrzekasz pan milczenie?
 
STANISÅ?AW.
Jeśli się wydaje
Potrzebnem, będę milczał: na to słowo daję.

HRABINA.
Andzia ma kapitały złożone na banku...

STANISÅ?AW.
A, — a, — a, —
 
HRABINA.
Ona skargi, słysząc bezustanku,
W szlachetnej wspaniałości sama ofiaruje
Kapitały potrzebne; ależ pan pojmuje
Kiedy jest małoletnią, za nic dobre chęci:
Opiekuni jej chytrzy, zawiścią przejęci,